"Wzorzec zbrodni" Warren Ellis

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 4.X.2014 r.
Ilość stron: 296
Źródło ilustracji: http://www.wsqn.pl/ksiazki/wzorzec-zbrodni/

Wstyd się przyznać, ale do tej pory umiejętnie omijałam kryminały. Dlaczego? Ano, nie mam mocnych nerwów i przez, to nie lubowałam się w tego typu literaturze. Piszę w czasie przeszłym, bo zaszły zmiany. Od dzisiaj postanawiam więcej ich czytać, bo podoba mi się ten dreszczyk emocji. No i pytanie, kto zabił, które wywierca dziurę w brzuchu. J

Przejdźmy do sedna. Podczas wezwania do awanturującego się mężczyzny, ginie partner Johna Tallowa. Tuż po incydencie John odkrywa skład broni, ułożony w specyficzny sposób. Okazuje się, że z każdego znalezionego pistoletu dokonano makabrycznej zbrodni. Na domiar złego układanka ma luki, co świadczy o tym, że morderca wypełni je kolejnymi ofiarami. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Detektywi odkrywając kolejne ślady, dotrą do informacji, które mogą pogrążyć wysoko postawionych urzędników. Zacznie się gra o życie, bo Łowca zacznie na nowo swoje polowanie. I nikt nie będzie bezpieczny.

Autor stworzył niezwykle pasjonujący obraz psychologiczny zabójcy. Człowieka wieloznacznego, początkowo nic, o nim nie wiemy. W toku śledztwa poznajemy szczegóły z jego życiorysu. Dodatkowo poznając jego punkt widzenia, dostrzegamy dlaczego dopuścił się tych makabrycznych czynów. Osoba detektywa Tallowa budzi różne emocje. Początkowo myślałam, że należy do tych wypalonych policjantów, którym nie chce się ruszyć zza biurka. A śmierć współpracownika nie wywołuje u nich żadnych reakcji. Z chwilą, kiedy John uświadamia sobie co się wydarzyło, budzi się, w nim ten „dobry glina”. Porusza niebo i ziemię, aby dopaść zabójcę.

Autor pozwala czytelnikowi obserwować wszystkie zdarzenia z punktu widzenia zabójcy, jak i detektywa. Dzięki temu cała akcja jest dynamiczna. Odbieramy ją na wielu płaszczyznach. Pisarz prowadzi nas przez świat pełen okrucieństwa. Wiele opisów sprawia, że włosy jeżą się na głowie. Nigdy wcześniej nie czytałam czego podobnego. Książka wciąga od pierwszej strony, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Trudno się od niej oderwać.

Myślę, że jest to jedna pozycji, która porywa. Ma się ochotę tropić tego zabójcę, razem z policjantami przesłuchiwać świadków. Kto, z kim, kto kogo zabił, dlaczego, to uczynił, jak tego dokonał. Cała historia przypomina układankę, w której trzeba dopasować wszystkie elementy. Zawaliłam noc, żeby ją przeczytać, ale było warto.

Nie chcę wiele pisać o fabule, bo zniszczę całą zabawę. A nie o to przecież chodzi. Lepiej samemu odkrywać poszczególne elementy. Każda strona obfituje o nowe ślady i zwroty akcji. Nie będziecie się nudzić czytając książkę Warrena Ellisa. Ale i trudno będzie pracować i uczyć się, jak Was wciągnie J

                                 Dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji wydawnictwo Sine Qua Non

"Taka zabawna historia" Juliusz Ćwieluch, Krzysztof Kowalewski


Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: 8.X.2014 r.
Ilość stron: 304


Wielopłaszczyznowy, ciekawie ilustrowany obraz wybitnego polskiego aktora. Pozycja pozwala prześledzić jego zawodową drogę, przyjrzeć się osobistym perypetiom bohatera. Mrugając do czytelnika aktor dzieli się z, nim swoimi przemyśleniami.

Krzysztof Kowalewski opowiada o swoim dzieciństwie, świecie bez ojca, dojrzewaniu do dorosłości i walce o lepsze jutro. Pięknie mówi o swojej matce, która poświęcała mu każdą chwilę. Świat widziany jego oczyma nie jest czarno-biały nosi wiele odcieni. Nie wstydzi się błędów, mówi o nich otwarcie. Nie jest dwulicowy, ukazując własną osobę w  dobrym świetle.

Pan Kowalewski należy do grona tych aktorów, którzy nie są celebrytami. Oczywiście, jest niezwykle popularny, ale nie emanuje własną osobą, nie narzuca się. Bardziej zależy mu na tym, aby mówiono o jego roli aniżeli o jego życiu prywatnym. Kowalewski bardzo poważnie podchodzi o ról jakie gra, nie bagatelizuje nawet tych najmniejszych. Dba o każdy detal. Rozwija mój warsztat będąc już doświadczonym aktorem.

Na brawa zasługuje również Juliusz Ćwieluch, bo to dzięki niemu cała książka jest niezwykle lekka i dowcipna. Nie boi się pytać o życie prywatne. Podczas czytania odnosi się wrażenie, że obaj panowie bardzo się lubią, rozmawiają ze sobą jak kumple przy piwie. Nie brak w tej rozmowie rzeczy trudnych, ale i tych wesołych. Strasznie ujęły mnie anegdoty opowiadane przez pana Kowalewskiego.

Obraz odtwórcy Zagłoby, to nie tylko zbiór ogólnych informacji, o nim, ale w dużej mierze przemyślenia i refleksje na temat życia. Dostrzegamy jego prawdziwe oblicze. W swojej pracy wykazuje się ogromnym profesjonalizmem. Dzięki temu powstała prawdziwa skarbnica wiedzy na temat tego wybitnego artysty. Myślę, że będzie to wspaniała lektura dla wszystkich fanów talentu aktora oraz dla tych, którzy interesują się polską sceną teatralną.

Na podstawie wywiadu można wiele powiedzieć o panu Krzysztofie. Zdradził mnóstwo informacji na temat swojego życia zawodowego. Opowiedział o trudnych początkach kariery, o poszukiwaniu swojej drogi i walce o role i aprobatę odbiorców. Sporo miejsca poświęcił swemu życiu osobistemu. Wspomina kobiety, żony, dzieci i pierwszy samochód. Co mnie ujęło? Chyba siła, ale i pokora bohatera. Nie poddawał się, gdy było ciężko. A sytuacji, w której zawalił potrafił przyznać się do błędu.


Jeśli ktoś nie jest do końca przekonany do pozycji, niech tylko spojrzy na jej okładkę. Widząc twarz pana Krzysztofa nie zawaha się. Ja początkowo miałam wątpliwości, czy, aby na pewno nie będą, to wynurzenia starszego pana. Ku mojej radości okazało się, że mam w ręku ciekawą pozycję traktującą o kulisach świata teatru i filmu.

Dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji empik.com

Sklep internetowy empik.com

"ZAPISKI NOSOROŻCA. MOJA PODRÓŻ PO DROGACH, BEZDROŻACH I LEGENDACH AFRYKI" ŁUKASZ ORBITOWSKI

"ZAPISKI NOSOROŻCA. MOJA PODRÓŻ PO DROGACH, BEZDROŻACH I LEGENDACH AFRYKI" ŁUKASZ ORBITOWSKI
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 5.XI.2014 r.
Ilość stron: 256
Źródło ilustracji: http://www.wsqn.pl/

„Zapiski nosorożca”, to książka niezwykle gęsta od przemyśleń i wrażeń. Nie jest to zwykła opowieść o podróży. To głęboka refleksja nad życiem w Republice Południowej Afryki, nad niezwykłością tego kraju. Autor, wobec tego kraju jest bardzo wymagający i krytyczny. Nie słodzi. Raczej próbuje oddać rzeczywisty obraz tego świata. Czyni, to w sposób zabawny i niezwykle ciekawy.

Pisarz zdradza jak doszło do tego, iż trafił do RPA. A co najważniejsze dzieli się z czytelnikami przeżyciami i przygodami jakie go wówczas spotkały. Przeczytamy o wrażeniach z licznych spotkań, czy to z ludźmi, czy ze zwierzętami. Nie ominą nas zabawne historie jak te budzące lęk.

Sekret tej książki tkwi w tym, że chcemy rzucić, to co robimy w danej chwili, chcemy spakować plecak i ruszyć w drogę. Pojawiły się momenty, których nie żałowałam autorowi i dziękowałam, że jestem w swoim domku, a nie wśród dzikich zwierząt. Bo trudno zazdrościć niebezpiecznych sytuacji. Podczas czytania wyczułam pasję autora, zachwyt and tamtymi miejscami, momentami lekką ironię. Chwilami w prześmiewczy sposób opowiada o niektórych sytuacjach, osobach i zwierzętach. RPA w jego opowieściach jest miejscem magicznym. Ludzie tam żyjący są specyficzni. Początkowo wydaje się, że są źle nastawieni, by później stwierdzić, że, jednak można na nich polegać.

Książka ukazuje trochę inny obraz niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni czytając różnego rodzaju przewodniki. Chociaż wiele tu zapachów, przestrzeni, strachu. Nieodłącznym elementem są również dzikie zwierzęta, które można spotkać. Opowiada o wrednych pawianach, dumnych słoniach i znudzonych nosorożcach. Nie zapomina o lampartach, które trudno jest spotkać.

Pan Orbitowski pisze przystępnie. Miałam wrażenie, że siedzi obok mnie i opowiada czego doświadcza. Używa wielu wtrętów budując tym samym niesamowitą atmosferę. Wyczuwa się ducha tego miejsca. Urzekły mnie też opowiadania, które znalazły się w pozycji. Pełne grozy i magii czarują czytelnika.

Przerzucając kolejne strony fabuła wciąga coraz bardziej, miałam ochotę na więcej. Pozycja obfituje w zdjęcia, na których zobaczyć można krajobrazy, zwierzęta, rośliny, mieszkańców oraz autora. Podobało mi się jej wnętrze i niesamowita okładka. Wydawnictwo wykonało świetną robotę.

Czy watro przeczytać? Zdecydowanie tak! Nie tylko dlatego, że jest to kolejna książka podróżnicza (chociaż tak jest), to dlatego, że autor pokazuje swoimi oczyma zupełnie inny świat. Historie, które przedstawia są unikatowe, momentami magiczne. Trudno przejść obojętnie obok tak pięknej opowieści

                       Dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji wydawnictwo Sine Qua Non

"Kurator" Zbigniew Kruszyński


Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 5.III.2014 r.
Ilość stron: 208
Źródło ilustracji: www.empik.com


„Kurator”, to utrzymana w dosyć specyficznym tonie, subtelna opowieść o samotności i  potrzebie bliskości. Historia opowiedziana z perspektywy dojrzałego mężczyzny. Trudno przejść obok niej bez zatrzymania. Cała akcja płynie wolno, przelewa się, nie ma gwałtownych zdarzeń. Samo zakończenie jest niezwykle frapujące i zaskakujące. Pojawiło się tyle słodkości, ale warto przejść do sedna.

Pierwszy raz miałam okazję zetknąć się z pozycją, która traktuje o sponsoringu. Początkowo myślałam, że będzie to pusta pozycja o tym jak wynająć dziewczynę. Zmieniałam diametralnie zdanie. Bo sam proceder jest w tej sytuacji trochę wątkiem pobocznym. Spotykamy dojrzałego mężczyznę dosyć majętnego poszukującego w sieci utrzymanki. Kobiety, która będzie chciała spędzać, z nim czas za pieniądze. Kandydatki są różne, począwszy od kobiet statecznych, po naciągaczki, a skończywszy na młodziutkich studentkach. Mężczyzna zmienia diametralnie swoje życie, gdy całkiem przypadkiem trafia na młodą licealistkę. Dziewczyna otwiera mu oczy na te sprawy, które do tej pory były dla niego wielką tajemnicą. Uczy go żyć.

Początkowo irytował mnie główny bohater. Zachowywał się niczym myśliwy szukający odpowiedniej ofiary. Analizował, kalkulował i bilansował. Każdy element układanki musiał do siebie pasować. Wybierając je zachowywał się niczym dziecko w sklepie z zabawkami. Ale z czasem nastąpiła zmiana w jego zachowaniu. Odkrył emocje i uczucia, o których istnieniu nie pamiętał.

Poznajemy niebanalną historię relacji dojrzałego mężczyzny i młodej dziewczyny. Autor poprzez kreację ciekawych postaci ukazuje rodzące się przywiązanie do drugiej osoby. Cała pozycja jest niezwykle delikatna, akcja płynie. Wydawać, by się mogło, że, skoro mówi, o tak intrygującym zagadnieniu jakim jest sponsoring, seks będzie się wylewał z książki. Pisarz nie skupiał się na erotyce, tylko na uczuciach i przeżyciach głównych postaci.

Podsumowując, chciałam podkreślić, że ta pozornie cienka historia jest pełna ładunku emocjonalnego. Autor pokazuje jak ciężko jest żyć człowiekowi samotnemu, pozbawionemu miłości. To podróż w głąb ludzkiej samotności. Polecam ją wszystkim, którzy szukają w książkach tego co najważniejsze. 

"Smaki i dotyki" Inga Iwasiów

Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: 24.IX.2014 r.
Ilość stron: 301

Inga Iwasiów jest znaną i powszechnie szanowaną pisarką. Jej opowiadania otwierają oczy na drugiego człowieka, wzruszają i pobudzają do refleksji. Od dłuższego czasu poszukiwałam książek autorki, gdy wreszcie jedna z nich wpadła mi w ręce z ciekawością wzięłam się za czytanie.

„Smaki i dotyki”, to zbiór opowiadań, gdzie głównymi bohaterkami są kobiety. Każda z nich jest inna, w inny sposób walczy z codziennością. Na początku nie mogłam odnaleźć się w historiach. Myślę, że duży wpływ na to miał specyficzny sposób pisania pani Ingi. Nie oszukujmy się pozycja nie jest typowym łatwym „czytadłem” do poduszki. Ma w sobie niesamowitą głębię. Chociaż dotyczy zwykłych zagadnień, to w rzeczywistości nie są tak trywialne.

Każde z tych opowieści, to jakiś wycinek z życia bohaterek. Poznajemy prostytutkę, żonę, córkę, matkę, alkoholiczkę, kochankę. Wszystkie łączą głębokie emocje. Opowiadania wydają się realne, chociaż nieco chaotyczne opowiadają o trudach kobiecego życia, o cichych pragnieniach, radościach i rozpaczach. Narratorem poszczególnych historii są bohaterki. Na wyciągnięcie ręki mamy ich odczucia.

Książka wywarła na mnie duże wrażenie. Nie wiedziałam, że w taki sposób można budować opowieści. Nie ukrywam nie wszystkie mnie ujęły, z kilkoma się męczyłam. Sposób w, jaki były napisane był nieco zagmatwany. Ale reszta stanowi wyjątkowy zbiór kobiecych historii.

Opisane zdarzenia przesycone są smakami i dotykami, tych drugich jest trochę więcej. Pisarka dokonała fotograficznego zbliżenia, czujemy na swojej skórze te dotyki. Odczuwany smaki jakie pojawiają się w książce. Nie tylko nasz umysł odbiera je, ale skóra i język. Aby dokonać tego należy wczytać się w nią. Trzeba zbliżyć się do bohaterek.

Nie wiem dlaczego, ale po przeczytaniu pozycji ogarnęło mnie przygnębienie. Odniosłam wrażenie, że autorka chciała pokazać trudne i skomplikowane życie kobiet. Mało w nich radości, a więcej trosk. Nawet macierzyństwo, czy miłość, to pasmo udręk i kar. Kobieta pani Ingi, to osoba przygnieciona bagażem doświadczeń, samotna, poszarpana przez los. Mało w jej życiu radości, a mężczyźni dążą tylko do jej wykorzystania. W sumie dyskutowałabym z tym, ale może taki był zamysł pisarki. Chciała pokazać tą mało kolorową stronę życia kobiet.

Polecam wszystkim, którzy mają ochotę przeczytać coś bardziej ambitnego, osobom, które lubią historie o kobietach. Jestem ciekawa pozostałych pozycji autorki, więc niedługo sięgnę po kolejne publikacje jej pióra.

Dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji empik.com

Sklep internetowy empik.com

"Sońka" Ignacy Karpowicz


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 21.V.2014 r.
Ilość stron: 208
Źródło ilustracji: www.empik.com


Rzadko, kiedy do rąk Czytelnika trafia pozycja, która deklasuje wiele innych. Niejednokrotnie trudno ubrać w słowa odczucia jakie wiążą się z daną pozycją. Taki problem pojawił się w związku „Sońką”. Autor stworzył niezwykle trudną historię. I nie chodzi o skomplikowaną fabułę, ale o ładunek emocjonalny, jaki towarzyszy nam podczas czytania. Tego typu pozycje nie pojawiają się często, ale dla mnie są takimi perełkami. Trzeba o nie dbać, bo ubogacają duszę człowieka.

„Sońka”, to historia kobiety – tytułowej Sońki – która doświadczyła wielu złych rzeczy w życiu. Od samego początku jej egzystencja naznaczona była złem. Jej matka zmarła podczas porodu, małą zajmował się ojciec. Mężczyzna twierdził, że, skoro jest jedyną kobietą w domu, to można było ją wykorzystywać. Sońka już jako młoda kobieta spotkała niemieckiego żołnierza. Uczucie pojawiło się nagle. Zawładnęło nimi. Jednak zło się czaiło i nie mogło znieść myśli o tym, że mogą być szczęśliwi. Mężczyzna został przeniesiony ze swoim oddziałem do Rosji. Sońka czekała i wierzyła, że do niej wróci. Kiedy zorientowała się, że jest w ciąży, jej dalsze życie stanęło pod znakiem zapytania. Ojcem jej nienarodzonego dziecka był Niemiec, wróg Polaków i okupant. Gdyby nie poświęcenie ze strony Miszy – wiejskiego podrywacza – zabiłby ją własny ojciec. W ten sposób uratował życie dziewczynie i dziecku. Jednak jej serce, które już wybrało wcześniej nie chciało innego, nawet w imię najlepszych intencji.

Autor opowiedział historię miłości w czasach, gdzie każdy przeżyty dzień był cudem. Wątek ten pokazano z wielką czułością, bez sentymentalnych zwrotów. To opowieść o potrzebie bycia kochanym i okrutnym losie, który potrafi przewrócić życie do góry nogami. O wojnie i traumie z nią związanej pisze się trudno. O sytuacji ludzi, którzy zmagali się z jej okrucieństw jeszcze trudniej, choćby dla tego, że nie ma słów, które potrafiły oddać te momenty. Z wojną wiązał się wszechogarniający strach, terror i obawa o życie własne i swoich bliskich. Pan Karpowicz ukazał całą historię z lekką dozą cynizmu. Trudno powiedzieć czemu ma służyć ten zabieg, może chciał ukazać absurdalność całej sytuacji albo podważyć ideały w jakie wierzyła główna bohaterka? Ciężko mi, to określić.

Co mnie zaskoczyło? Fakt, że wojna była pretekstem do mszczenia się na osobach, które w jakiś sposób nie odpowiadały. Dochodziło do upodlenia. Zacierały się granice moralności. Nie wiadomo, kto wbije nóż w plecy. Znikały czysto ludzkie odruchy. Autor pokusił się o opisanie historii kobiety, której los i ludzie nie oszczędzali, która od najmłodszych lat doświadczyła złego. I to nie od obcych ludzi, ale osób, które miały ją chronić. Tylko zwierzęta pełniły wartę przy swej pani i wiedziały, że ich życie skończy się wraz jej egzystencją. Pozostawiona sama sobie musiała walczyć z przeciwnościami.

Ta książka, to doskonała pozycja. Piękna w słowie i w intencji. Autor w sposób stonowany prowadził nas po życiu głównej bohaterki. Unikał wyszukanych frazesów, w prosty sposób zbudował fabułę. Chociaż poruszył bardzo trudne zagadnienia uczynił to w wysublimowany sposób. Nawet sceny przemocy zostały dopracowane. Czytając książkę ma się wrażenie, że Sońka należy do tych kobiet, które zostały przez innych skazane na wieczne cierpienie. Jest niczym Antygona, która nie może pochować ukochanego. Nie może rozliczyć się z przeszłością.

„Sońka” jest oryginalną lekturą, spośród innych pozycji wyróżnia ją wiele elementów. Wciągająca historia kobiety obok, której nie można przejść obojętnie. Pewnie nie będę jedyną osobą, której spodobała się pozycja. Mnie pewnie zdarzy się wrócić do niej nie jeden raz. Polecam z czystym sumieniem.

Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzencki Wydawnictwu Literackiemu :)

Copyright © 2016 Recenzyjka , Blogger