"Na krawędzi nigdy" J. A. Redmerski
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 22.I.2014 r.
Ilość stron: 476
Źródło ilustracji: www.empik.com

Wydawać, by się mogło, że temat miłości był tak często poruszany, że nic nowego nie można już wnieść. Autorka udowodniła, że o uczuciach można mówić jeszcze lepiej. Pozbywając się zbytniego patosu i kiczu. Dzięki tej historii możemy zasmakować bliskości postaci i utonąć w morzu wielkiej tęsknoty, miłości oraz oddaniu
Camryn zmęczona dotychczasowym życiem postanawia coś zmienić. Wsiada do przypadkowego autobusu i odjeżdża. Ucieka od dotychczasowych problemów i trosk. W czasie podróży poznaje sympatycznego i lekko irytującego Andrew. W wyniku splotu różnych wydarzeń para postanawia wspólnie kontynuować podróż. Oboje przemierzają Amerykę w poszukiwaniu swego miejsca i odpowiedzi na dręczące ich pytania. Tych kilka wspólnie spędzonych dni zbliża ich do siebie. Jednak sielanka nie trwa długo, bo dziewczyna przypadkowo odkrywa prawdę o chłopaku. Od niej tylko zależy, czy podejmie walkę o swojego ukochanego.
W sumie myślałam, że będzie to kolejna pozycja traktująca o nieszczęśliwej młodzieńczej miłości głupiutkiej dziewczyny i szkolnego playboya. Moje zdziwienie było ogromne. Pozycja dorównuje swoją wartością książce "Hopeless" (czeka na swoją recenzję) i również odkrywa przed nami nowe pokłady uczuć. 
Jeszcze przed przeczytaniem uwagę przykuwa przepiękna i lekko tajemnicza okładka. Taka właśnie okazuje się historia. Brak w niej banałów. Autorka buduje historię sącząc kolejne informacje. Cała pozycja posiada z jednej strony elementy nieco stonowane pełne zmagań o lepsze życie, ale, z drugiej strony lekkie i zabawne dialogi, które dodają pozycji uroku. Obok nich pojawiają się również dosyć odważne sceny erotyczne (co zaznaczono na okładce i wydaje mi się to sprawiedliwe), które dodają pozycji trochę pieprzu i nie przytłaczają.
Bohaterowie przeżywają na naszych oczach niesłychaną metamorfozę. Butna dziewczyna otwiera się na świat i na życie. On z kolei pragnie ją chronić za wszelką cenę. Dwie płaszczyzny - jego i jej przenikają się. Poznajemy całą historię z dwóch stron. Dostrzegamy jak każde z nich ocenia poszczególne wydarzenia. Oboje dojrzewają, ale i relacja między nimi dojrzewa. 
To kapitalna opowieść o ludzkich tęsknotach, ucieczkach i marzeniach. O tym jak radzić sobie, gdy wszystko straciło sens, a serce nie chce się zrosnąć. Pisarka świetnie porusza ludzkie emocje, nie pozostajemy bierni na jej opowieść. W wielu momentach oczy stają się wilgotniejsze. Książka podniesie na duchu nawet tych przygnębionych i wywoła uśmiech na smutnych buziach :)

"Powrót" Izabela Sowa

Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 25.VIII.2014 r. 
Ilość stron: 240
Źródło ilustracji: www.empik.com

Po raz pierwszy miałam ogromny problem z napisaniem recenzji. Bo nie wiem jak ocenić książkę. Z jednej strony, to świetne umilające czas czytadło, z drugiej strony pojawia się lekki chaos. Ale warto na początku w kilku słowach przytoczyć treść historii. Później przyjdzie czas na ocenę.

Bohaterką pozycji Izabeli Sowy jest Dorotka. Dziewczyna jest czarną owcą w rodzinie. Zrezygnowała ze studiów, spakowała plecak i wyjechała za granicę w poszukiwaniu pracy i swojego miejsca. W końcu postanawia wrócić do kraju i zacząć żyć na nowo. Młoda kobieta podejmuje pracę w studiu tatuażu. Jej matka nie pochwala decyzji jakie podejmuje. Dziewczyna jest zawieszona między dzieciństwem, a dorosłością. Nie wie jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a osoby, które chcą jej pomóc same borykają się ze swymi troskami.

Pisarka opisała próby odnalezienia się w dorosłym życiu. Bohaterka momentami zachowuje się, jak mała dziewczynka. Dostrzegamy, to po ubiorze, rozterkach i podejmowanych decyzjach. Sama  nie wie czego chce. Trochę nużyły mnie wieczne odniesienia do wegetarianizmu i zdrowego stylu życia. Jeśli autorka chciała przekonać Czytelnika do takiego stylu życia w moim przypadku jej się nie udało.

Pani Izabela Sowa w bardzo ciekawy sposób skonstruowała swoich bohaterów. Urzekła mnie babcia Dorotki. Ta ciekawa postać wywołuje wielokrotnie uśmiech na twarzy. Ale strasznie denerwowała mnie matka młodej kobiety. Wiecznie niezadowolona i nieszczęśliwa uprzykrzała życie innym osobom. Nie potrafiła docenić tego co ma i tych, którzy są blisko niej. Ubawiłam się, gdy Dorotka urządziła pogrzeb zwierzakom.  

Na pochwałę zasługuje język pisarki. Książka bardzo szybko wchodzi. Momentami pojawiają się kłopoty, bo główna postać na tendencje do retrospekcji. Wywołuje. to czasami zdezorientowanie. Wielokrotnie jej dialogi wewnętrze burzą całą fabułę, trzeba się cofać. Ale wydaje mi się, że to kwestia wczytania się, skupienia się na treści.

Sama akcja jest dosyć wolna, nie ma w niej gwałtownych zwrotów akcji, ale nie jest to wada. Wydaje mi się, że jest to zamierzony zabieg. Dzięki temu poznajemy bohaterów na różnych płaszczyznach. Widzimy jak się motają, jakie rozterki przeżywają. Co mnie osobiście przypadło do gustu? Niedopowiedzenie pewnych rzeczy, Czytelnik sam musi pewne rzeczy wyciągnąć. Niewątpliwie buduje, to pewnego rodzaju wieź z postaciami. Powieść wymyka się powszechnym konwenansom do końca nie wiadomo co będzie z główną postacią. Jakie decyzje podejmie, jaką rolę odegra w jej życiu Igor, na co zdecyduje się jej matka.

Podsumowując „Powrót", to kawał niezłego pisarstwa, Widać, że autorka włożyła sporo pracy w pozycję. Myślę, że zachęciła mnie do sięgnięcia po pozostałe publikacje. Sama bohaterka przejawia niezwykłą oryginalność, a jej rozmowy z babcią dodają uroku całej pozycji. Chociaż pojawiają się pewne elementy, które drażnią, to, jednak w mniejszości. Jeśli ktoś ma wolny wieczór, to zachęcam do czytania i poznania Dorotki – mistrzyni tatuażu


                                Dziękuję Redakcji Sztukater za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Sztukater.pl

"Dzień dobry, kochanie" Elisa Amoruso

Wydawnictwo: Wydawnictwo Ole
Data wydania: 21.05.2014 r.
Ilość stron: 352
Źródło ilustracji: http://www.empik.com/dzien-dobry-kochanie-amoruso-elisa,p1095090761,ksiazka-p

Poznali się całkowicie przypadkiem, gdyby On nie zabił jej kaczątka, może nigdy, by nie odegrał takiej roli w jej życiu. Agnese wychowuje się w babskim gronie, a mężczyźni nie są w tym wianuszku mile widziani. Lorenzo pojawia się nagle w jej życiu, ale i nagle znika. Oboje spotykają się znowu kilka lat później jako młodzi ludzie. Cały czas jakaś siła przyciąga ich do siebie, jednak zupełnie inna odpycha. Żadne nie chce zrobić tego pierwszego kroku, a kiedy do niego dochodzi Agnes ucieka. Bojąc się tego co ich spotkało. Drogi tych dwojga notorycznie się przecinają, ale oboje nie potrafią odczytać znaków jakie wysyła, im życie.

Powieść o miłości, która złączyła dwoje ludzi na całe życie. Na nieszczęście sami zainteresowani miotają się z własnymi uczuciami. Szukają szczęścia, gdzie indziej, w czymś innym. Tylko przypadkowe spotkania umacniają ich relacje.

Książkę pochłonęłam dosyć szybko. Początkowo z zaciekawieniem śledziłam losy Agnes i Lorenza. Jednak z czasem akcja zaczęła się ciągnąć w nieskończoność. Nie wiem, czy to kwestia tego, że brakło pomysłów, czy to zamierzony ruch pisarki. Niestety, cała fabuła przypominała tą, z którą spotkałam się w książce „Jeden dzień”. Wiele rzeczy się pokrywało, miałam wręcz wrażenie, że przepisano niektóre pomysły.

Może, to tyle marudzenia, bo jest kilka rzeczy, które mnie ujęły. Autorka umieściła niektóre wydarzenia w Polsce. Wspomniała kilka słów na temat Warszawy. Oczywiście, nie obyło się bez wytknięcia Polakom skłonności do pijaństwa. Ale generalnie bardzo ciekawie opisano kilka elementów naszej historii. Cała powieść została podzielona na rozdziały odzwierciedlające wiek głównych bohaterów. To jest niewątpliwie zaleta, bo dostrzegamy ich metamorfozę. Widziany jak zmienia się ich stosunek do siebie. Możemy śledzić ich losy z punktu widzenia jej, jak i jego. Ta wielopłaszczyznowość dodaje całej pozycji uroku. Analizujemy rozterki bohaterów, prosząc w duchu, aby wreszcie się skończyły, bo nie można tak długo się męczyć.

Nie chcę narzekać, ale niestety pozycja nie zagości na liście moich ulubionych książek. Ale liczę na to, że kolejne autorstwa Elisy Amoruso spotkają się z większym zainteresowaniem. I będą zawierały jakąś ciekawą historię. Niewątpliwie autorka ma lekkie pióro, tylko musi poszukać nowej inspiracji. To tyle, ale każdy ma prawo przekonać się na własnej skórze. I może znajdzie się ktoś, kto przekona mnie do tej opowieści.  

Dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji empik.com

Sklep internetowy empik.com 

"Nie tylko o łajdakach" Magdalena Kulus


Wydawnictwo: SOL
Data wydania: 16.06.2014 r.
Ilość stron: 304
Źródło ilustracji: www.empik.com


Nie tylko o łajdakach, czyli historia młodej odrzuconej dziewczyny., która postanowiła wziąć się w garść i zmienić coś w swoim życiu. Opowiadanie posiada cechy typowego romansu, jednak nie jest to do cna słodka historia. Można powiedzieć, że ma w sobie niesamowitą mądrość życiową. Tą, która rodzi się w czasie zwykłych czynności i pomaga nam w podejmowaniu decyzji.

Nastka jedynaczka wychowywana przez apodyktycznych rodziców, postanawia przenieść się do domu na wsi. Ucieka od problemów, rozterek miłosnych i wiecznych narzekań rodziców. Zatrzymuje się w małej wiosce razem ze swymi psiakami, które są wspaniałymi towarzyszami dla udręczonej dziewczyny. Młoda kobieta wikła się w wiele ciekawych i zabawnych wydarzeń. Wielokrotnie staje się pośmiewiskiem całej wiejskiej społeczności. Kilka razy zostaje posądzona o złe prowadzenie się i co karygodne przez nią kościół traci obraz św. Maksymiliana Kolbe. W tych całych zawirowaniach nie jest sama. Spotyka życzliwych sobie ludzi, którzy potrafią podać rękę w niedoli. Te zwykłe wydawać, by się mogło osoby, uczą ją, że nie tylko łajdacy są na tym świecie. A każdy dzień może być radością. Dziewczyna szybko dostrzega co jest dla niej ważne, a co ważne przestało być.

Piękna książka, prawda? Atmosferę wsi, życie tamtejszych mieszkańców można odbierać wszystkimi zmysłami. Czujemy zapach konfitur, skoszonej trawy i łąki. Początkowo pozycja może wydawać się nieco trywialna i durna… później opowieść robi się milsza, ciepła. Autorka nie porusza górnolotnych tematów, pisze prosto o potrzebie wolności i  poszukiwaniu swojego miejsca na świecie.

Książka porusza całe spectrum ludzkich emocji i więzi. Autorka oddała cały czar przyjaźni, miłości. Nie zapomniała opisać także nieszczęśliwego zakochania. Uczucia te wypełniają życie bohaterów. Wielu z nich znajduje się na zakręcie swego życia. Nie wiedzą jak mają dalej podążać, gdzie powinni szukać drogowskazów. Odpowiedzi na te pytania bardzo często pojawiają się niespodziewanie.

Z pisarką miałam okazję spotkać się po raz pierwszy i muszę przyznać, że reprezentuje wspaniały styl pisarski. Pozycje czyta się lekko, dzięki przystępnemu językowi. Ujęły mnie liczne cytaty i fragmenty piosenek. Nie przeszkadzały podczas czytania, a dodawały tylko uroku. Oddawały atmosferę danego momentu ani burzyły fabuły. Lektura jest niezwykle emocjonująca, a po przeczytaniu jej, pojawia się pytanie…dlaczego tak mało? Potrafi wywołać u Czytelnika wiele uczuć od zdumienia poprzez rozbawienie aż po wzruszenie. Fabuła pokazuje jak pewni ludzie potrafią doświadczyć innych i zburzyć ich system wartości. Na pochwałę zasługuje kreacja bohaterów. Nie sposób ich nie lubić. Trudno się oderwać od ich losów. Chce się więcej i więcej. Roztargniona bohaterka, która cały czas pakuje się w kłopoty sprawia, że pozycja jest niezwykle interesująca.

Pisarka poruszyła również wątek choroby. Mianowicie w opowiadaniu pojawia się postać ciężko chorego chłopca, którym opiekuje się matka, bo ojciec cały wolny czas spędza na „piwku” pod sklepem. Oczywiście, kobietę całkowicie oddaną swym pociechom wspierają bliscy i znajomi. Autorka bazowała na relacjach rodziców, którzy mają chore dzieci. Wszystko, to dodaje pewnej autentyczności całej historii. Otwiera oczy na cierpnie innych i uczy pokory.

Na koniec warto pokreślić jedno z czystym sumieniem mogę polecić książkę. Podczas czytania nie ma mowy o nudzie czy zniechęceniu. Historia pozytywnie zaskakuje i ujmuje. Mnie przekonała i bardzo chętnie sięgnęłabym po kolejne pozycje autorki. Zachwyciłam się J

                            Dziękuję Redakcji Sztukater za udostępnienie egzemplarza do recenzji


Sztukater.pl

"Granice są w nas" Andrzej Gondek

Wydawnictwo: Alegoria
Data wydania: 2014 r.
Ilość stron: 260
Źródło ilustracji: www.wydawnictwo-alegoria.pl

Pełniąc określoną rolę w społeczeństwie stawiamy przed sobą pewne cele. Dążymy do nich. Oczywiście, z różnym skutkiem. Jedni posiadają silną wolę i są w stanie pokonywać kolejne bariery, inni z kolei zatrzymują się już na początku i nie chcą podążać dalej. Załamują się i nie chcą dalej działać. Na pewno takim człowiekiem nie jest autor książki, który wielokrotnie udowadniał, że nie wolno tak łatwo się poddawać.

Cała pozycja podzielona jest na kilka rozdziałów. Dowiadujemy się skąd u autora  pasja do biegania. Dlaczego właśnie ten sport, jak wyglądały same przygotowania. Przyjeżdżając na miejsce organizatorzy zapewniają namioty do spania, opiekę medyczną i wodę, całą resztą muszą zająć się sami zainteresowani. To co ze sobą wezmą bądź czego nie zapakują wpłynie na sam rezultat. W kolejnych opisano sześć dni ciężkiego Maratonu Piasków. Najsłynniejszego ultramaratonu na świecie, który odbywa się na Saharze w temperaturze przekraczającej 40 stopni. Dystans, jaki muszą pokonać zawodnicy wynosi 250 km dodatkowo na zakończenie odbywa się 7-kilometrowy bieg charytatywny dla UNICEF. Autor doskonale oddał zmagania zawodników, walkę z naturą, własnym ciałem i umysłem. Szokujące były opisy zmasakrowanych stóp i umęczonych biegaczy, którzy mdleli z wycieńczenia.  Z drugiej strony dostrzegamy ducha braterstwa i chęć rywalizacji.

Autor często dziękował Bogu za to, że go chronił. istotne jest to, że bez względu, czy jesteśmy wierzący, czy ufamy przeznaczeniu, horoskopom, czy innym rzeczom. Nie jesteśmy zwykłymi istotami na tym świecie. Posiadamy siłę jakiej nie ma żadne inne stworzenie na Ziemi. Tylko od nas zależy, ile jesteśmy w stanie z siebie dać. Ile wyrzeczeń czeka nas abyśmy mogli spełnić swoje marzenia. Moja mama mówi, że  w życiu nic nie przychodzi łatwo. Na wszystko trzeba zapracować. Zakasać rękawy i działać. Nie zawojujemy świata narzekając i mówiąc, że inni mają rację. Jedni mają wielkie marzenia inne malutkie. Warto na początku zacząć od tych małych i dążyć do tych większych. Udowadnia, to autor. Opisując wszystkie trudy i męczarnie. Nie mówi tylko o tym, że dobiegł do mety. Ale opisał przede wszystkim walkę, walkę ze swymi słabościami i granicami, które tkwią w naszych głowach. Istnieje wiele dowodów, choćby w historii na to, że ludzie są w stanie przełamywać granice swojego umysłu. Czy moglibyśmy podróżować samolotami, gdyby nie odwaga i determinacja braci Wright? Przykładów jest mnóstwo. I nie są, to tylko i wyłącznie tak wielkie dokonania. Niejednokrotnie są to mniejsze osiągnięcia, lecz niezwykle ważne są dla samego zainteresowanego

Należy podkreślić jedno, jeśli się nie rozwijamy, to się cofamy, a to tylko krok do zagłady. Silniejsi nas pokonają. Nie chodzi tutaj o walkę na śmierć i życie, tylko o istnienie w danym środowisku, o godne życie. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy rozwijamy się, realizujemy własne marzenia. Autor w doskonały sposób pokazał co człowiek może dokonać w ekstremalnych sytuacjach. Możemy wytrzymać krańcowe temperatury i ogromny ból, aby spełniać swoje pragnienia. Dostrzegamy jak wiele jesteśmy w stanie przeżyć, aby żyć. Telewizja co jakiś czas pokazuje ludzi, którzy w skrajnych warunkach potrafili przeżyć wiele dni. Istotna w tej sytuacji jest nasza wola walki. Walka ze swymi obawami. Jesteśmy na Ziemi tylko przez chwilę, więc spełniajmy swoje marzenia i pokonujmy swoje granice.

Całość czyta się niezwykle szybko. Plastyczny język i liczne zabawne anegdoty z życia autora nadają pozycji lekkości. Pochłonęły mnie przeżycia autora, wzbogacone o zdjęcia z maratonu. Pozwoliły się przenieść do Afryki i zilustrowały opisywane wydarzenia. Prowadzą do tego, że bohatera nie da się nie lubić. Napisałam „bohatera”, ano tak pan Andrzej Gondek jest dla mnie niczym heros, który potrafił zacisnąć zęby i zmierzyć się z trudnościami. Nie zrezygnował, kiedy jego stopy były w okropnym stanie ani wtedy, gdy nie miał już siły. Czuł, że ktoś o, nim myśli, kibicuje mu i troszczy się o niego. Wiele dawały wiadomości od znajomych i bliskich, którzy trzymali mocno kciuki i wierzyli, że da radę. Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Myślałam, że będzie to mało ciekawa książka, a wyszła całkiem niezła historia. Wrócę do niej nie raz nie dwa, bo warto. 

Dziękuję Redakcji Sztukater za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Sztukater.pl

Wrześniowe spotkania


Jeszcze we wrześniu odbędą się dwa wspaniałe spotkania autorskie. Jedno z nich organizowane jest przez Wydawnictwo M. Będzie miało miejsce 14 września o godzinie 13.00. Wówczas odbędzie się premiera książki "Jego Oczami" wzbogacona o spotkanie z Szymonem J. Wróblem i Markiem Barańskim.

A 16 września do Krakowa zawita Krzysztof Ziemiec, aby promować swoje książki. Początek spotkania o godzinie 17.30 w Klubie Dziennikarzy pod Gruszką na ul. Szczepańskiej 1.


Krzysztof Ziemiec zaprasza


Serdecznie zapraszam :)

"Wołyń. Prześladowania Polaków na sowieckiej Ukrainie" Część 2 Marek A. Koprowski

Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2014 r.
Ilość stron: 328
Źródło ilustracji: www.replika.eu

„Mówią, bo wiedzą, że w obliczu Historii każdy, kto milczy na ten temat, jest zdrajcą”. Piękne i mądre zdanie. Tak wiele wnosi do samego tematu. Wołyniacy opowiadają o trudnych sprawach jakich doświadczyli. Niewielu zna historię polskiej społeczności na Wołyniu, jeszcze mniej osób słyszało o Dowbyszu, Żytomierzu i Szepetówce. W czasie Wielkiego Głodu, przymusowej kolektywizacji, zsyłki do łagrów, czy bestialstwa banderowców Polacy walczyli niemal o każdy element polskości. Byli w stanie oddać życie za wiarę, język, czy tradycję.

Praca Marka A. Koprowskiego, to nie tylko rozprawa o prześladowaniu Polaków na Wołyniu. To publikacja poświęcona tym, którzy przeżyli piekło sowieckiej agresji. Nie tylko o tych, którzy zginęli, ale i tych, którzy pozostali i pielęgnują w swojej pamięci te wstrząsające wydarzenia. Autor powiązał wiele spraw w spójną całość, nie skupia się tylko i wyłącznie na polityce, dotknął przede wszystkim zwykłych ludzi ich religii, relacji społecznych i zależności od władzy. W efekcie powstała świetna publikacja poświęcona jednemu z najważniejszych dziejów Polaków na Wołyniu. Autor w wielu przypadkach skupia się na roli religii i wiary w życiu ludzi. To ona broniona pozwoliła zachować, im jedność. Bardzo podobał mi się fragment, w którym ukazano obchodzenie świąt zarówno przez katolików, jak i prawosławnych. Chociaż ci drudzy zmienili wyznanie, jednak czuli w sobie tęsknotę za starymi zwyczajami. Nie potrafili o nich zapomnieć i cały czas je kultywują.

W książce ukazano sylwetki zwykłych ludzi. Każdy z nich przeżył piekło władzy sowieckiej i zarazem odegrał istotną rolę w działalności naszej społeczności. Głównym źródłem pracy są wspomnienia, które zawierają w sobie olbrzymi realizm. Widzimy i czujemy. Możemy dowiedzieć się, jak mordowano i prześladowano naszych rodaków. Pisarz kreśli losy normalnych ludzi, opowiada o ich dramatycznych losach oraz tłumaczy, dlaczego tak niewiele wiemy o tym wszystkim. Podejmuje próbę popularyzacji mało znanego tematu. wszystkie informacje przekazują świadkowie bądź potomkowie tych, którzy odeszli. Autor rzeczowo i ciekawie prowadzi nas poprzez wspomnienia mieszkańców. Nie mamy styczności z nadmiernym patosem, wychwaleniem, ale z prawdziwym życiem. Książka jest doskonała. Tragiczne losy naszych rodaków czyta się ze wzruszeniem, momentami ze łzami w oczach. Odczuwa się również ogromną dumę, widząc jak braterscy i odważni potrafią być nasi rodacy. W trudnych chwilach mogą się zjednoczyć i walczyć o wyższe cele. Pozycja pozwala poznać prawdę o tej nowej historii, która przez długie lata była tuszowana.

Istotne jest to, że, chociaż komunizm upadł. Mieszkańcy tego regionu nadal muszą walczyć o polskość. Nadal odbiera im się prawo do kultywowania tradycji, nauczania języka polskiego, czy odprawiania Mszy Świętej w tym języku.

Wołyniacy, to ci, którzy marzyli i nadal marzą o wolności wyznania. To historia wielu zapomnianych księży, działaczy i zwykłych ludzi, którzy poświęcili swoje życie, wygody dla wyższych celów. Nigdy nie podporządkowali się zdradliwej władzy sowieckiej. Pozycja nie jest kompendium wiedzy, czy encyklopedią jest to zasygnalizowanie nowego tematu, który należy popularyzować. 

Serdecznie dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego Sztukater.pl

Sztukater.pl
Copyright © 2016 Recenzyjka , Blogger