"Lokatorka z Wildfell Hall" Anne Bronte


Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Data wydania: 22.III.2012 r. 
Ilość stron: 528
Źródło ilustracji: www.empik.com


Zachęcona sporą liczbą pozytywnych recenzji „Lokatorki z Wildfell Hall” postanowiłam zapoznać się z jej treścią. Długo walczyłam ze sobą, czy sięgnąć po nią Sama nie wiem, co mnie powstrzymywało, ale wrodzona ciekawość zwyciężyła i przeczytałam. Generalnie nieźle, chociaż nigdy nie pobije „Dumy i uprzedzenia”.

Może po krótce streszczę fabułę, bo nie ma najmniejszego sensu opisywać szczegółów. Cała fabuła powiązana jest z osobą młodej wdowy, która niespodziewanie pojawiła się w opuszczonej posiadłości Wildfell Hall. Nikt nie wie skąd pochodzi owa dama, dlaczego zamieszkała na takim odludziu, a co najważniejsze jak umarł jej mąż. Szerzą się plotki i domysły, a wiadomo tam, gdzie szaleje nuda tam trzeba znaleźć sobie temat do rozmowy. Takim łatwym kąskiem staje się główna bohaterka, której przyjdzie zmierzyć się z demonami przeszłości i ciekawskimi sąsiadami.

Powieść ukazuje w ciekawy sposób próby uniezależnienia się kobiet. Powszechnie wiadomo, że Anglia słynęła ze ścisłych reguł i sposobu zachowania się. Choćby niewielkie wyłamanie się z surowych zasad skutkowało odseparowaniem. Młoda dziewczyna, która wychodziła za mąż nie miała nic do powiedzenie w tej kwestii. Decyzję podejmowali za nią jej opiekunowie. W czasie panieństwa zależna była od rodziców, a w czasie małżeństwa od męża. Powszechnie uważano, że lepiej było mieć, byle jakiego męża niż nie mieć go wcale. W takiej sytuacji młode kobiety postawione pod ścianą brały za małżonka kogo popadnie (chociaż nie, to one były wybierane, co było dla nich ogromnym zaszczytemJ).

Główna bohaterka mieszkając tylko z synem, stroniąc od towarzystwa i pracując musiała budzić ogromne kontrowersje. Dla starszych matron było nie do pomyślenia, aby tak prowadziła się kobieta. Jednak tak rozpoczęła się walka kobiet o niezależność. Powolnymi krokami, a jak mówi klasyk „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”.

Co takiego ciekawego jest w powieści? Chociaż powstała wiele lat temu emanuje niezwykłą świeżością. Genialna warstwa językowa, stylistyka, literacka. Opowieść podkreśla ponadczasowe ideały i pragnienia. Począwszy od szlachetnej miłości, a skończywszy na oddanej przyjaźni. Książka oczarowuje i urzeka.

"Życie ma smak" Małgorzata Kalicińska


Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 21.V.2014 r.
Ilość stron: 265
Źródło ilustracji: www.empik.com


Dzisiaj będzie o tym co lubią wszyscy, czyli o jedzeniu. Małgorzatę Kalicińską zna wielu, autorka, między innymi „Domu nad rozlewiskiem” serwuje nam kolejną opowieść. Tym razem dzieli się z Czytelnikiem smakiem swego dzieciństwa, podróżami i własnym doświadczeniem kulinarnym.

Książka zawiera kilka opowiadań ukazujące życie zwykłych ludzi. Spotykamy kobietę od, której odszedł mąż, a ona sama nie potrafi sobie poradzić z tą stratą. Matkę, do której wraca na święta ukochany syn oraz niezwykłą ekipę remontową. Przeżywamy razem z bohaterami  troski, marzymy i gotujemy. Każdą tą historię łączy jeden niepowtarzalny element….zupa J

Książka kipi smakami i zapachami. Muszę przyznać, że moje dzieciństwo było naznaczone zupami. Nie było dnia, aby ten posiłek nie pojawił się na stole. Nie mówiąc o niedzieli i rosołku. Nie dostrzegałam tego i być może nie doceniałam. Dopiero teraz zabiegana siedząc w pracy, czy na zajęciach marzę o tej maminej zupce. Niby nic, a tak wiele. Autorka wplotła w opowieść przepisy na te cudowności. Dokładnie zaznaczyła jakie składniki się przydadzą a dodatkowo sprzedała wiele rad co do tego jak powinno się to pierwsze danie przygotować. Można poznać przepisy na nasze rodzime zupy, ale i te z Japonii, Korei, czy Gruzji. Do wyboru do koloru.

Historia pisana lekko, przyjemnie, momentami z humorem. Początkowo sądziłam, że kolejna książka kucharska, która jest podobna do wielu w księgarniach. A tu co? Zaskoczenie. Przepisy nie zaburzają całości. Sprawiają, że chce się wejść do kuchni i gotować. Jak dla mnie świetna pozycja dla tych, którzy nie do końca radzą sobie w kulinarnym świecie (mam tu na myśli oczywiście siebieJ)

„Życie ma smak”, to niezwykle apetyczna książka, przetykana wieloma historiami. lektura doskonała dla każdego miłośnika zup oraz tych, którzy mają ochotę przypomnieć sobie smak dzieciństwa. Bo nic bardziej nie kojarzy mi się z tymi czasami. Dodatkowo każdy, kto chciałby podszkolić się w pichceniu będzie miał ku temu okazję.

"Palmy na śniegu" Luz Gabas

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 29.X.2013 r.
Ilość stron: 624
Źródło ilustracji: www.empik.com

„Choćbyś zerwał się bladym świtem, twój los i tak wstanie przed tobą

Tak właśnie przypadkowo na mojej drodze pojawiły się „Palmy na śniegu”. Poszłam do empiku powęszyć za nowościami, a przytaszczyłam właśnie tę książkę. I zakochałam się na zabój, nie tylko w okładce, która jest piękna, ale przede wszystkim w treści. Nie wiedziałam, że można tak pisać o uczuciach, potrawach, obyczajach, czy walce o niezależność. Jak dla mnie hit, będzie ciężko innym pozycjom dorównać recenzowanej pozycji.

Fernando Poo, to miejsce, gdzie ściągają liczni ochotnicy chcący zarobić na życie. W 1953 roku na wyspę przybywa również Kilian, towarzyszy mu brat – Jacob (stary wyjadacz, wielki kobieciarz, rzetelny pracownik i mężczyzna mający ogromny urok osobisty). Bracia zasilają grono biały kolonizatorów, którzy trzymają pieczę nad produkcją kakao i zarządzają czarnoskórymi robotnikami. Kiliana początkowo radzi inność życia w tym egzotycznym miejscu, obyczaje, język, tradycja i sposób postrzegania świata jest zupełnie inny niż w jego rodzinnej Hiszpanii. Tubylcy w bardzo różny sposób postrzegają przybyszów, jedni jako samo zło, które niszczy to, co oni kiedyś powołali do życia. A inni dostrzegają szansę na rozwój i możliwość godnej egzystencji. Oprócz tego, że dochodzi do wymiany poglądów i doświadczeń, konfrontacji na tym polu, to również mają miejsce liczne miłostki, romanse i trwałe związki. Takie uczucie dotyka również w Kiliana, zakochuje się w kobiecie, z którą nie może być. Zakazuje tego szereg norm obyczajowych, mentalnych i prawnych. Ta relacja dotknie samych braci, doprowadzi do wielu niespodziewanych zdarzeń i tragedii. Całą prawdę poznamy dzięki Clarence, bratanicy Kiliana, która nie spocznie, póki nie pozna tajemnic jakie ukrywają jej ojciec i stryj.  

Autorka prowadzi nas przez zawiłości stosunków społecznych jakie istniały wówczas w koloniach. Mamy tylko i wyłącznie kolonię hiszpańską, jednak poznajemy problemy jakie trapią mieszkańców również innych faktorii. Ciekawe zwroty akcji skutkują szeroko otwartą buzią i pytaniem, a czemu, to tak? W powieści nie spotkamy się z banałami, których wiele w książkach. Wszystkie elementy zostały dopieszczone, nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swój początek i koniec.

„Palmy na śniegu”, to powieść o poświęceniu, nadziei, wielkim uczuciu. Książka pokazuje jak ważna w życiu jest chęć wiary w lepsze jutro i właśnie to motywuje nas do działania. Dzięki ogromnej determinacji, no i może wparciu gen. Franco Gwinea stała się niepodległym krajem, w którym nie ma wydzielonych miejsc w kawiarni, czy produktów przeznaczonych tylko dla białych albo czarnych (chociaż bieda nadal istnieje, a sposób władzy pozostawia wiele do życzenia).

Autorka stworzyła niezwykłą powieść, w której ukazała magiczny region. Wykreowała nietuzinkowe postaci, które są motorem napędowym całej historii. Książka porywa od samego początku. Może straszyć swoją objętością, ale obiecuję, będzie mało. Nie można przejść obok niej bez zatrzymania. Mnie zachwyciła i pewne jest to, że wrócę do niej i to nie jeden raz.

"Nielegalne związki" Grażyna Plebanek

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 7.04.2010 r.
Ilość stron: 326
Źródło ilustacji: www.empik.com

"Przypomniał sobie zdanie, że ludzie się kochają tak długo, jak długo chcą się całować w usta. Ale przecież tyle było odcieni miłości, pożądanie mogło ewoluować w przyjaźń, we wzajemny szacunek..."

Na temat relacji damsko-męskich powstało wiele książek. Było i o romansach, rozwodach, seksie, pocałunkach i miłości. Wydawać, by się mogło, że mamy przed sobą kolejną tego typu pozycję. I tu zaskoczenie tematyka oklepana, jednak sposób przedstawienia bardzo ciekawy. Ukazany z innej perspektywy i w niebanalny sposób.

Jonathan jest Polakiem, ojcem, mężem i pisarzem. Wiele czasu spędza w domu, gdyż oboje z żoną postanowili, że to on będzie opiekował się dziećmi. W pewnym momencie dotyka go wypalenie postanawia zmienić swoje życie i poszukać pracy. Udaje mu się objąć stanowisko nauczyciela pisarstwa. Początki są dosyć trudne, ale z czasem kursanci zaczynają się otwierać. Jednak dopiero spotkanie z Andreą wywróci jego życie do góry nogami. Nie będzie w stanie opanować własnych namiętności, spać, jeść i normalnie żyć. Będzie gotowy na wiele, aby móc spotkać się z kochanką, nawet, jeśli miałoby to być kościele. Megi to z kolei żona Jonathana, kobieta ambitna pnąca się po szczeblach kariery. Dostrzega, że więzi jakie łączyły ją z mężem osłabły. Zaczyna snuć domysły, a „dobrzy” znajomi opowiadają jej wiele o jej małżonku. Sama nie wie, co powinna zrobić. W takiej samej sytuacji jest Jonathan. Zastanawia się, czy zostać z żoną i dziećmi, które kocha ponad wszystko, czy wybrać kobietę dzięki, której czuje się wspaniale.

Autorka opowiada całą historię z punktu widzenia mężczyzny. Pokazuje jak on rozumie niektóre kwestie. Jak przeżywa rozstanie z ukochaną osobą. Chociaż w książce znalazło się wiele fragmentów ociekających seksem, to nie są one wulgarne, czy wyuzdane. Wszystkie sceny erotyczne zostały opisane w niezwykle smaczny sposób. Nic nie razi, raczej zachęca do czytania. Autorka niezwykle umiejętnie opisuje te namiętności jakie ogarniają głównych bohaterów. Zaznacza małe drobiazgi, które później urastają do ogromnych rozmiarów. Pokazuje, że z niewielkiego ziarna może wyrosnąć olbrzymia roślina. A przypadkowe spotkanie może zmienić bieg życia o sto osiemdziesiąt stopni i spowodować gwałtowne zawirowania.

Dodatkowo ciekawie ukazano relacje pomiędzy bohaterami. Do końca nie było widomo jak zachowa się Jonathan, czy Andrea, czy będą gotowi zaryzykować. Wydawać, by się mogło, że fabuła książki była nieco nudnawa, jednak nie. Nagłe zwroty akcji i przypływy namiętności dodawały dramaturgii.

W książkę spotkamy przepracowanych urzędników, wypalonych pracowników, zdesperowane kobiety i mężczyzn, duszących się małżonków, poszukujących swego sensu emigrantów i przytłoczonych życiem ludzi. Każdy jest inny, ale każdy z nich pragnie tego samego….miłości. Pisarka pokazuje ją poprzez pryzmat namiętności i bliskości. Niejednokrotnie jest to walka z samym sobą o to co powinno się wybrać i jaką drogą iść. Dostrzegamy ogromny chaos, jaki towarzyszy postaciom. Bo przecież życie jest ogromnym nieładem. Według mnie warto do niej zajrzeć, bo nic nie stracimy, a zyskamy.

"Billie" Anna Gavalda

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 4.06.2014 r.
Ilość stron: 232
Źródła ilustracji: www.empik.com

Tym razem postanowiłam znowu spotkać się z twórczością Anny Gavaldy. Wcześniej czytałam i oglądałam „Kochałem ją”. Zachwyciłam się i zakochałam w głównym bohaterze. Nie sposób zapomnieć sposobu pisania i prowadzenia narracji przez autorkę. Niewątpliwie pani Gavalda jest gwiazdą francuskiej literatury i zasługuje na wszelkie pochwały. Tym razem trafiła do naszych rąk jej najnowsza książka „Billie”. Byłam ciekawa co nowego tym razem wyczarowała pisarka. No muszę przyznać, że przeszło to moje wszelkie wyobrażenie.

„Billie” opowiada o dwójce nastolatków, których nie oszczędzało życie. Ona niekochana i niepotrzebna nie widziała sensu dla siebie, On-outsider wychowywany przez apodyktyczne osoby nie miał możliwości rozkoszowania się urokami życia. Oboje zostali wylosowani i zmuszeni do zagrania głównych ról w sztuce Musseta. Tak zaczęła się ich wspólna przygoda, która nie skończyła się wraz z opadnięciem kurtyny. Mogli na siebie liczyć w każdej chwili, jedno było gotowe stanąć w obronie drugiego. Chronili się i dbali o siebie. Jednak na krótki czas ich drogi się rozdzieliły. Billie została na wsi, nie skończyła szkoły i oddawała się za niewielkie pieniądze mężczyznom. Z kolei Franck wyjechał do liceum. Tylko traf sprawił, że tych oboje znowu się ze sobą zetknęło. Ale jak wiemy życie bywa przewrotne, bo to co dostaliśmy równie szybko możemy stracić. Tak też może być w tej sytuacji.

Niewątpliwie mocną stroną książki są emocje ukazane przez autorkę, głównie te dotyczące Billie. To jak dosadnie opowiada o swoim dzieciństwie. Niewątpliwie należy do tych niegrzecznych krnąbrnych i upartych dziewczyn, jednak, z drugiej strony samotnej. Właśnie tą butnością chce uciec od tego. Nie miała na kogo liczyć w chwilach słabości, wszyscy z góry założyli, że skończy marnie. Billie nie chce łaski, nie chce współczucia, pragnie zrozumienia i poczucia bezpieczeństwa. Z chwilą, gdy poznaje Francka odnajduje bratnią duszę. Przed, nim może się otworzyć i pokazać jaka jest w rzeczywistości.

Czytając od razu rzuca się w oczy wszędobylska Francja. Nastrój, sposób prowadzenia narracji, lekkość, delikatność. Typowe francuskie dzieło. Jednak może nie do końca takie zwyczajne, bo ujmuje i zachwyca. Autorka maluje, zamykając oczy siedzimy koło głównej bohaterki, rozpamiętujemy przeszłość i krzyczymy do gwiazdki. Ponadto książka urzeka genialnym ukazaniem postaci. Narracja prowadzona z punktu widzenia Billie, pozwala Czytelnikowi wgłębić się w jej uczucia, myśli. Dostrzegamy czym kierowała się przy podejmowaniu niektórych decyzji. Widzimy jej rozdarcie i pragnienie walki o przyjaciela. Staje się przez to bardziej ludzka. Nie jest tylko dziewczyną, która była gotowa oddać się przypadkowemu mężczyźnie tylko wrażliwą kobietą. A to, że w taki sposób postrzega świat w dużej mierze zależy od tego jak traktowano ją w dzieciństwie. A raczej jak pomijano i pomiatano nią. Wychowywana przez ojca i macochę nie zaznała miłości, była zwykłym balastem. 

Dzięki Franckowi otworzyła się na innych. On z kolei zyskał niezwykle oddaną przyjaciółkę, która gotowa była strzelić do swojego faceta, aby ratować przyjaciela. Wydawać, by się mogło „mieszanka wybuchowa” i właśnie tak jest. Nic w życiu nie jest proste, nic dane za darmo. Trzeba walczyć o ważne dla nas rzeczy. O ludzi, którzy są nam ważni. Bo nikt nie jest samotną wyspą, nikt nie jest w stanie żyć bez drugiego.

Książka ma niesamowity klimat, wspaniale zarysowane postaci, żywe dialogi (zdarzają się i wulgaryzmy, co w cale nie umniejsza pozycji, działa na nią pozytywnie), odpowiednie tempo prowadzenia Czytelnika. Niezwykła książka z jednej strony o samotności i wyobcowaniu,  a z drugiej o przyjaźni i oddaniu, gdzie dwóch życiowych rozbitków może uratować się wzajemnie. Zachęcam do przeczytania wszystkich tych, którzy zetknęli się już z twórczością Anny Gavaldy, ale i te osoby, które nie miały takiej okazji.

Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzencki Wydawnictwu Literackiemu :)

"O przypowieściach, św. Pawle i apokalipsie" Anna Świderkówna

Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Data wydania: VI.2014 r.
Ilość stron: 155
Źródło ilustracji: www.empik.com

Profesor Annę Świderkówną kojarzą wszyscy studenci historii, nie wiem jak z innymi kierunkami, ale w tym przypadku jestem tego pewna. Pani profesor jest historykiem literatury, biblistką, papirologiem, filologiem klasycznym. Nie sposób wymienić wszystkich tematów, czy zagadnień jakimi się zajmowała i nadal zajmuje, ponieważ jest to dosyć pokaźny zbiór. Pozycja jaką dzisiaj recenzuje jak sugeruje sam tytuł traktuje „O przypowieściach, św. Pawle i apokalipsie”. Muszę przyznać, że podobały mi się już wcześniejsze pozycje autorki, w tym przypadku byłam ciekawa jak zostanie podjęty właśnie ten temat.

Pisarka na początku wyjaśnia czym jest sama przypowieść. Przytacza samo pojęcie i dogłębnie je analizuje. Następnie przechodzi o analizy niektórych przypowieści. Co ciekawe powołuje się wielokrotnie na innych badaczy. Ocenia ich opinie i ustosunkowuje się do nich. Omawiając poszczególne przypowieści dodaje od siebie komentarz i pewne dopiski. Nie są to tylko i wyłącznie suche uwagi. Ujęły mnie wszystkie odwołania do codziennego życia, to jak Bóg ingeruje w nasze życie, jak działa w nim i pomaga nam. Oczywiście, jeśli tego chcemy, bo bez nas nic nie da rady zrobić. Bo „przychodzą na ludzi takie momenty, że są na granicy rozpaczy i wtedy mają tylko dwie możliwości: albo rzucić się w miłosierdzie Boże, albo popełnić samobójstwo”. Wydawać, by się mogło takie pospolite, ale, tak naprawdę  niepowtarzalne i życiowe. Podobało mi się odwołanie do modlitwy. Tylko ona jest drogą, która umacnia nas. Jak pisze autorka „najlepsza modlitwa to modlitwa milczeniem, a jeżeli się dwa milczenia, milczenie Boga i milczenie człowieka, spotkają, to jest szczyt modlitwy”.

Pisarka porusza również kwestię św. Pawła i jego działalności apostolskiej. Mówi o tym, że może nie jest to zwyczajna pospolita aktywność, ale niezwykle radosna. Nie ma w niej strachu, jest szczęście i uśmiech. Św. Paweł nawet w chwilach załamania, kiedy był w więzieniu pokładał ufność i wierzył w miłosierdzie Boże. Ostatnim już tematem jest apokalipsa, nie tylko ta św. Jana, ale również Daniela. Mamy mylne wyobrażenie terminu apokalipsa. Autorka rozwiewa te wątpliwości i opisuje prawdziwe znaczenie tego słowa. Muszę przyznać, że byłam nieco zdziwiona tą analizą, gdyż posiadałam nieco inną wiedzę na ten temat ugruntowaną w szkole.

Anna  Świderkówna powołuje się wielokrotnie na swoje przeżycia i doświadczenie. Jak sama pisze „Bóg zrobi wszystko, ale nie zrobi tego beze mnie”. Co jest „świętą prawdą” J Początkowo miałam nieco inne wyobrażenie samej książki. Oczywiście wiedziałam jaka będzie tematyka, lecz nie podejrzewałam, że autorka w taki sposób podejdzie do tematyki. Czytając tą pozycję niejednokrotnie biegałam i szukałam kartek samoprzylepnych, aby zaznaczyć jakąś myśl. Niektórzy patrzyli na mnie ze zdziwieniem widząc oklejoną książkę. Ale myślę, że ma ona wiele cennych uwag, które należy wykorzystywać w życiu. Nie rozczarowałam się, wręcz zachwyciłam i mam ochotę na więcej książek autorki. Polecam wszystkim bez wyjątku, tym wierzącym i tym niewierzącym, tym wątpiącym i tym pewnym. Bo pewne kwestie są dla nas wszystkich jednakie i należy je zgłębiać. 

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu M za udostępnienie egzemplarza do recenzji :)


"Jestem" Anna Sępińska-Radecka

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 2014 r. 
Ilość stron: 88
Źródło ilustarcji: wfw.com.pl

Anna Sępińska-Radecka urodziła się w Inowrocławiu. Następnie przez cały okres dzieciństwa mieszkała w Poznaniu. W miejscu, które kocha i ubóstwia. Jest pisarką, matką i żoną. Życie zmusiło ją do wyjazdu do Niemiec, gdzie uzyskała pełną opiekę medyczną. W Polsce nikt nie mógł jej tego zagwarantować. Żaden lekarz w naszym kraju nie mógł pomóc dwójce jej dzieci, które chorują na nieuleczalną chorobę - mukowiscydozę. Była gotowa przeorganizować życie swoje i swoich najbliższych, aby ukoić cierpienie swoich maluchów. Autorka nie stanęła w miejscu i nie zaczęła się użalać nad sobą tylko zakasała rękawy. Postanowiła, że nadal będzie realizowała swoje marzenia i plany, które snuły się jej po głowie. Jak sama pisze „Jednym z nich jest pisanie”

Książka opowiada o losach skrzywdzonej przez męża kobiety. 39-letnia Basia jest rozwódką, samotnie wychowuje trójkę dzieci. Dwoje z nich jest w trudnym okresie dorastania, a najmniejszy synek wymaga opieki starszych osób. Basia wychodząc za mąż sądziła, że znalazła swojego „Księcia na białym koniu” i odtąd będzie żyła długo i szczęśliwie. Jednak życie bywa przewrotne. Sielanka szybko się skończyła i rozpoczął się horror. Awantury, przemoc, alkohol i wieczne wyrzuty sprawiły, że jej życie był gehenną. Przestała dbać o siebie, bo po co? Skoro nie ma, komu się podobać. Zależało jej tylko na tym, aby nikt nie skrzywdził ich dzieci. Kiedy myślała, że nic się nie wydarzy, nikt nie wyciągnie pomocnej ręki. Nagle jej mąż podjął decyzję o wyprowadzce. Było to dla niej ogromnym zaskoczeniem. I w głębi ducha zastanawiała się, czy, aby na pewno ten okrutnik odszedł, czy może jest to jego kolejna gra. Z biegiem czasu zrozumiała, że mężowi na niej nie zależało i nie wróci do niej. Mogła wreszcie spokojnie żyć, jej pociechy były bezpieczne. Nie musiały nasłuchiwać kroków pijanego ojca, awantur i obelg. Mogły spokojnie żyć i rozwijać się. Basia była matką, ojcem, powiernikiem, pocieszycielem i doradcą. Pracowała bardzo ciężko, aby wyżywić najbliższych. Całą siebie oddawała ukochanym ludziom. Pewnego dnia skontaktowała się z nią jej dawna przyjaciółka ze szkoły i zaprosiła na imprezę. Wywołała tym samym konsternację u bohaterki, która odwykła od przyjęć. Ale namówiona przez bliskich i koleżankę, zgodziła się jednak wyjść. Owa uroczystość stała się przełomowym momentem w jej życiu. Zmieniło się wszystko począwszy od rzeczy błahych skończywszy na tych dużych. Basia została zmuszona do zmiany swego nastawienia i akceptacji zmian jakie przyniosła ta rewolucja. Jak mawiają klasycy „nic już nie będzie takie same”.

W wielu książkach opisywano los kobiet, które borykały się z pijącymi mężczyznami, dziećmi, które cierpiały z tego powodu oraz rozpadające się w związku z tym rodziny. Każda ta historia wywołuje poruszenie i przerażenie. Wszyscy w takich momentach dziękują niebiosom, za własny dom - może nie idealny, ale przede wszystkim bezpieczny, gdzie każdy był traktowany z szacunkiem, gdzie można było liczyć na dobre słowo i wsparcie. Bohaterka powieści została tego pozbawiona. Swego męża znała od dłuższego czasu, nie była to miłość ślepa. Myślała, że wiążąc się z tym człowiekiem, będzie szczęśliwa i pozwoli jej to na realizowanie się jako matka, żona i kobieta. Niestety, jej małżonek z czasem zaczął nadużywać alkoholu.
W tej pozycji autorka w sposób dosadny poruszyła kwestię patologii społecznej. Muszę przyznać, że dokonała to w sposób skrupulatny. Zmusiła czytelnika do refleksji. Nie wiem jak inni, ale ja odczułam ogromną sympatię do głównej bohaterki, podejrzewam, że wpłynęła na to po części jej trudna sytuacja rodzinna. Basia i jej dzieci stały się ofiarami przemocy domowej doświadczyły najgorszych z możliwych uczuć, lęku, cierpienia, bezsilności i rozpaczy. Kobieta nie była bierną ofiarą próbowała działać, wielokrotnie rozmawiała z mężem na temat tego co robi. Mówiła mu o swoich cierpieniu i krzywdzie, próbowała wzbudzić w nim wyrzuty sumienia jednak ten pozostał nieugięty. Nie reagował na jej żale. Widać w tej sytuacji typowe zachowanie sprawcy przemowy domowej. 

Pozycja uczy jak wielką determinacją należy się wykazać, aby uciec od prześladowcy, tej najbliższej osoby. Pomaga zrozumieć co czuje ofiara i jak trudno jej się wyplątać z tej zawiłej sieci kłamstw. Jednak samo „wyjście na świat”, to tylko niewielka część walki jaką będzie musiała podjąć bohaterka. Przecież zostając z małymi dziećmi, jest zobligowana do zapewnienia im bezpieczeństwa. Pragnie, aby normalnie żyły, rozwijały się i czuły się kochane. Z jednej strony musi być matką, z drugiej ojcem. Gdzie czas dla siebie? Czas na realizowanie swoich pragnień i marzeń? Trzeba je początkowo odsunąć na bok i zatroszczyć się o tych, których się kocha. Bohaterka tak bardzo poświęciła się bliskim, że zapomniała o sobie. Dopiero wpływ przyjaciółki otworzył jej oczy. Powzięła decyzję o zmianach. Na początku nie było to łatwe, jednak przy dopingu swoich pociech i przyjaciółki kroczyła dumnie do przodu.

Z wielką przyjemnością sięgnęłam po tą pozycję, bardzo przyjemną i porywającą. Autorka w porównaniu z innymi pisarkami nie cukruje, pisze prosto i dosadnie. Nie próbuje ukrywać pewnych elementów. Oczywiście, sama tematyka jest niezwykle trudna, jednak pisarka nie ukazuje jedynie tyranii, przedstawia również siłę kobiety i jej dzieci. Zachowano zdrowy umiar, akcja od samego początku wciąga. Spełnia oczekiwania wielu czytelników.

Powieść wyrywa nas z naszego wygodnego świata. Sprawia, że stykamy się z problemami innych ludzi. Z troskami, z którymi niejednokrotnie nie mieliśmy styczności. Wiele słyszy się o przemocy rodzinnej, w wyniku, której jeden z rodziców samotnie wychowuje dzieci. Gdzieś z tyłu głowy rodzi się wówczas przeświadczenie „patologia”. Wcale nie musi tak być, zdarza się tak, że samotny rodzic lepiej sobie radzi niż oboje rodziców. Nie można kierować się stereotypami i oceniać innych. Bo rzeczywistość może być zupełnie inna.

„Jestem”, to wzruszająca historia, podczas czytania towarzyszyło mi wiele sprzecznych emocji. Byłam wściekła na męża Basi – mężczyznę, dla którego własna wygoda i opinia jest cenniejsza niż życie najbliższych. Przecież nic, nawet pieniądze nie zastąpią rodzinnego ciepła. Oprócz tego, że skrzywdził swoją żonę, wyrządził ogromną krzywdę swoim dzieciom. Zasługiwały one na spokojne i beztroskie dzieciństwo, życie. A on zgotował, im taki los. Autorce udało się ciekawie wykreować postać Basi – kobiety samotnej i poszukującej poczucia własnej wartości, o wielkiej sile i determinacji. Przeżycia Basi powodują, że nie ufa mężczyznom. Uważa, że każdy z nich jest taki sam. Woli być sama niż zaufać kolejnemu. Mimo tego nie poddaje się i jest gotowa do walki o lepsze jutro.
Książka jest niezwykle prawdziwa. Mimo pewnych niedociągnięć i pewnej powtarzalności niektórych uczuć, czuje się, że pisana była z serca dla innego serca. Autorka użyła najczulszych terenów duszy kobiety, przekazała wiele emocji. Brakuje mi, jednak pewnych metafor, może tajemniczości. Wszystko dostajemy za darmo, wszelkie odczucia bohaterów opisano prosto. Podejrzewamy jakie będzie zakończenie. Może, gdyby pojawiły się pewne niedomówienia, pewne komplikacje byłoby ciekawie.


Za krótka, ledwo się zaczęła i już koniec – takie były moje pierwsze odczucia po przeczytaniu. Jednak po zastanowieniu to pozycja poruszająca wrażliwe serce, ale nie ma w sobie ckliwości, czy kiczowatej historii. Muszę przyznać, że przeczytałam ją szybko, z wypiekami na twarzy, ciekawa, czy Basia ułoży sobie życie i będzie gotowa na kolejny ważny krok w swoim życiu. Opowieść o zaufaniu, miłości, oddaniu, ale również o podejmowaniu na wiele rozmaitych sposobów próbach przetrwania, które różnie mogą się kończyć. Chociaż temat, jaki jest poruszany w lekturze może nie łatwy sprawia, że czyta się ją jednym tchem i nie sposób się od niej oderwać. Polecam lekturę tej książki.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Portalowi Strona Tytułowa 


Sesja się skończyła, więc mogę spokojnie oddać się pasji. Przez te wszystkie egzaminy nie miałam czasu się wyspać. Stosik książkowy rósł, a mnie serce bolało, że każda książka samotnie czeka na moją uwagę. Dzisiejszy post będzie trochę inny od poprzednich. Zostałam nominowana przez Cassie do Libster Blog Award. Widząc wiadomość od Cassie zrobiłam ogromne oczy, cóż to jest? I dlaczego ja wcześniej o tym nie słyszałam?

Otóż nominacja do Libster Blog Award, to wyróżnienie dla blogera za działalność na blogu. W tym przypadku nagradzającym jest inny bloger. Promocja ta ma na celu zwrócenie uwagi na blogi stosunkowo młode z małą liczbą obserwatorów. Niejako daje możliwość większego rozwoju i nawiązanie ciekawych kontaktów.

Jak to działa? Po odebraniu wiadomości mamy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która nas wybrała. Kiedy tego dokonamy nominujemy kolejne 11 osób. Oczywiście informujemy je o tym i zadajemy 11 pytań. Ważne jest to, że nie wolno wskazać bloga, który już nas nominował J

Pytania od Cassie J
  1. Czym zajmujesz się w wolnym czasie?
  2.  Masz jakiegoś idola? Kogo?
  3. Gdybyś mógł/mogła zmienić coś w swoim wyglądzie, co byś zmienił/a?
  4. Powiedzmy, że znalazłeś/znalazłaś Death Note i nauczyłbyś/nauczyłabyś się z niego korzystać. Kogo byś tam wpisał/a?
  5. Jak często kłamiesz?
  6. Gdybyś miał/a wybrać między życiem w ciągłej ciszy, a życiem w ciągłym wielkim hałasie, co byś wybrał/a?
  7. Zastanawiałeś/Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jak świat będzie wyglądał w przyszłości?
  8.  Jaki jest Twój ulubiony film?
  9. Słuchawki douszne czy nauszne?
  10. Czytasz daną książkę, nim pójdziesz na jej ekranizację?
  11. Gdybyś miał/a możliwość znać biegle 5 dowolnych języków (prócz ojczystego), jakie, by to były? 

Dobrze czas odpowiadać

Czym zajmujesz się w wolnym czasie?
Ostatnio brakuje mi czasu dosłownie na wszystko. Wiele rzeczy zdarza mi się robić podczas jazdy busem, łącznie z notatkami na ćwiczenia. Jak uda mi się wydrzeć trochę czasu wolnego zabrzmi to banalnie…czytam. Chociaż ostatnio namiętnie oglądam Grę o Tron (czym zaraził mnie pewien uparty kolegaJ). Nie można było oderwać mnie od laptopa. Ale oczywiście spotkania ze znajomymi.

Masz jakiegoś idola? Kogo?
Myślę, że odpowiem najprościej Mama jest moim idolem. Zbieram od niej autografy rad J

Gdybyś mogła zmienić coś w swoim wyglądzie, co byś zmieniła?
Oj, zawsze chciałam być wysoką blondynką. Ale jestem niską brunetką. Nie jest mi z tego powodu jakoś specjalnie przykro. Wręcz jestem szczęśliwa, bo małe ponoć jest piękne :D

Powiedzmy, że znalazłaś Death Note i nauczyłaś się z niego korzystać. Kogo byś tam wpisała?
Początkowo nie miałam pojęcia, o co chodzi. Ale bardzo szybko się wyedukowałam. Są osoby za, którymi nie przepadam, ale, żeby życzyć im śmierci. To nie w moim stylu.

Jak często kłamiesz?
Muszę się przyznać, że w czasie jazdy samochodem  z instruktorem notorycznie kłamałam, że widziałam mijany znak. Robiłam to wyśmienicie. Ale w innych sytuacjach raczej mi się nie zdarza. Chyba, że konieczność mnie do tego zmusi J

Gdybyś miała wybrać między życiem w ciągłej ciszy, a życiem w ciągłym wielkim hałasie, co byś wybrała?
Wybieram hałas. Cisza, by mnie zabiła.

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jak świat będzie wyglądał w przyszłości?
Wielokrotnie mi się to zdarzało. Zazwyczaj podczas oglądania filmów science fiction. wydaje mi się, że ludzkość będzie dążyła do minimalizacji wszelkich uciążliwych rzeczy, a maksymalizowała wygodę. Nie trzeba będzie wychodzić z domu, bo wszytko będzie na miejscu. Co w dużej jest nieco przykrą wizją.

Jaki jest Twój ulubiony film?
Mam masę takich filmów. Do niektórych wstyd się przyznawać. Ale co zrobię, że je lubię? Uwielbiam Wyznania gejszy, Ostatni samuraj, Dumę i uprzedzenie, Ja Cię kocham, a Ty śpisz, Anna i król. Kocham nad życie Pianistę i Katyń.

Słuchawki douszne, czy nauszne?
W domu nauszne, w busie douszne

Czytasz daną książkę, nim pójdziesz na jej ekranizację?
Zazwyczaj wcześniej, jednak obejrzę, a później przeczytam. Tylko to też zależy od tego, co to za książka. Przykładem jest Anna Karenina i Nędznicy, które muszę na początku przeczytać.

Gdybyś miała możliwość znać biegle 5 dowolnych języków (oprócz ojczystego), jakie by to były?
1.      rosyjski
2.      hiszpański
3.      arabski
4.      hebrajski
5.      japoński


Uff, opowiedziałam teraz kolejne osoby J

Pytania do Was:
  1. Jakie wartości cenisz w życiu?
  2. Ukochany pisarz to…..?
  3. Jakie jest Twoje motto?
  4. Czego byś w życiu nigdy nie zrobił/a?
  5. Jakie są Twoje mocne strony?
  6. Chcesz napisać książkę o czym byłaby?
  7. Twoja ulubiona książka to….?
  8. Co cenisz w innych ludziach?
  9. Ulubione wydawnictwo?
  10. Zdefiniuj słowo miłość?
  11. Dlaczego po nocy przychodzi dzień (proszę o ciekawą odpowiedź)? J

"Pierwsza miłość, ostatnie posługi" Ian McEwan

Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2009
Ilość stron: 216
Źródło ilustarcji: www.empik.com

Zastanawiam się skąd popularność tej książki? Skąd zachwyt nad nią? Nie wiem, czy jest wartościowa, czy intrygująca? Chociaż może się nie znam. Czego jestem pewna to na pewno tego, że nie jest piękna.

„Pierwsza miłość, ostatnie posługi” to osiem opowiadań o pierwszych uniesieniach, eksperymentach w łóżku. Pisarz ukazuje je jako coś brudnego, pozbawionego miłości. Pokazuje w kilku momentach wyuzdany seks, do którego zmuszono młodych ludzi i uprawiają go małe dzieci. Nie jest dopełnieniem się dwojga ludzi, lecz karą i wykorzystaniem drugiej osoby. W efekcie czego dochodzi o tragedii. Nie szokują mnie opisy par współżyjących ze sobą. Ale, to w jaki sposób autor o tym pisze powoduje zniesmaczenie.

Ian McEwan niewątpliwie wykazuje się odwagą opisując niektóre zdarzenia. Może to kwestia tego, że ukazał je tak naturalnie. Postaci są niesamowicie realistyczne. Podejmuje tematy ocierające się o perwersje różnorodne relacje seksualne, masturbację, wykorzystanie seksualne dzieci, kazirodztwo, okrutnych rodziców. Przedstawia pomieszany świat ludzkich odczuć i pragnień. Pokazuje jak pewne elementy wpływają na ludzie życie, sprawiając, że człowiek jest gotowy do zbrodni. I nie czuje się winny.

Niezły styl pisarki i niebanalny pomysł na książkę sprawiły, że wielu sięga po nią z czystej ciekawości. Lecz mnie nie przekonuje. Rażą mnie niektóre kwestie i powodują, że nie sięgnę po nią kolejny raz. Co mnie zachwyca? Piękna okładka…

"Mariska z węgierskiej puszty" Consilia Maria Lakotta

Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Data wydania: 2014 r.
Ilość stron: 347
Źródło ilustracji: www.empik.com


Stare porzekadło mówi „Polak, Węgier dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki”. Nasze narody są niezwykle do siebie podobne. Oba dużo wycierpiały na przestrzeni wieków. Zdarzało się nie jeden raz, że stawały ramię w ramię do walki. Mentalność i oddanie jest tożsame dla Węgrów i Polaków. Oba te wielkie nacje wiele zawdzięczają kobietom, gotowym oddać życie za Ojczyznę. Zawsze lubiłam czytać o takich niewiastach, którym nie obca była wiara w lepsze jutro. Nie poprzestawały na tym, aby tylko marzyć i działały, by ich plany się ziściły.  

Autorka przedstawia losy kilku osób, jednak na pierwszy plan wysuwa się Mariska. Kobieta pochodząca z biednej rodziny, wcześnie straciła rodziców. Wychowywała ją babcia. Z chwilą, gdy dziewczyna się usamodzielniła zaczęła pracować u hrabiego Czolnego. Tam poznała swojego ukochanego. Niestety, jej pracodawca bardzo długo nie zgadzał się na ślub. Nie chciał stracić dobrej pracownicy, a Jarosa uważano za świetnego czikosa. Istotną rolę w tym konflikcie odegrała córka hrabiego, wymogła na nim zgodę na ten ślub. Sama kierowała się głosem serca i wrodzoną dobrocią.  Młodzi czekali na siebie trzynaście lat i się doczekali. Młoda para przeprowadziła się do rodzinnego domu mężczyzny. Żyła z pracy rąk swoich. Jednak burzliwe czasy, w których przyszło im żyć wywarły olbrzymie piętno na ich rodzinie. Najpierw przyszła I wojna światowa, która zachwiała dotychczasowy porządek.  Kiedy się skończyła nastało ogromne rozżalenie w związku z postanowieniami traktatu paryskiego. Nie nacieszyli się długo szczęściem, bo jeden człowiek doprowadził do wybuchu kolejnego konfliktu. II wojna światowa zapoczątkowała szereg zmian i wygraną Związku Sowieckiego. Fala czerwieni zalała kilkanaście krajów, trafiła również na Węgry. Dotknęła bogatych i biednych, świeckich i księży. Nikomu nie można było zaufać, każdy mógł być niebezpieczny. Jednak naród trwał w wierze i modlił się o lepsze jutro.

Książka jest przesiąknięta wiarą, odwoływaniem się do Boga. To w nim bohaterowie odnajdują spokój. Zawierzają mu całe swoje życie, są gotowi oddać je za Niego. Pozycja traktuje o bardzo ważnym kwestiach. Przelanie na papier zmian jakie dokonywały się w narodzie węgierskim w tym czasie nie było rzeczą prostą. Nastroje bywały różnorodne, rozgoryczenie po traktacie paryskim, jakie panowało przeważało nad radością. Autorka nie zapomniała o ofiarach wojny, ale nie tylko tych, które poległy, ale i tych, które zostały. Często mówi się tylko o żołnierzach, wielu zapomina na kobietach zostawionych na pastwę losu, nieludzko męczonych i gwałconych. O dzieciach, które nie poznały swoich ojców.  O panach, którzy stali się biedni jak myszy kościelne. Wojna nie jest prosta do opisania, pisarce udało się w ciekawy sposób uchwycić te emocje. No i na koniec sowietyzm. Równie okrutny, jak w Polsce. Może nawet bardziej, który niszczył wszelkie dobro. Rozdzielał rodziny i przyjaciół.

Postaci są bardzo wyraziste i interesująco skonstruowane. Podobała mi się zawziętość Mariski, nie odpuszczała i walczyła do końca. Stała się oparciem dla swego syna Michaela. Kochała swoje dzieci całą sobą. Dodatkowo pokazanie zwyczajów, stworzyło ciekawy obraz społeczno-obyczajowy.

Książka należy do tych, które pozostają na długo. Podobało mi się ukazanie egzystencji zwykłych Węgrów, bogatych i biednych. Ich udziale w różnorakich konfliktach. Wciąga od pierwszej strony. A z każdą kolejną wzmacnia ciekawość. Polecam serdecznie 

Dziękuję Wydawnictwu M za udostępnienie egzemplarza do recenzji
Copyright © 2016 Recenzyjka , Blogger