"Czwartki w parku"  Hilary Boyd

Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: XI.2013 r.
Ilość stron: 400
Źródło ilustracji: www.empik.com

Choć wydawać, by się mogło, że żyjemy w czasach postępu. A jednak do tej pory zgorszenie u niektórych budzą osoby po sześćdziesiątce, które na nowo odnajdują miłość. Jak pisał ks. Jan Twardowski nie wiadomo, która miłość jest pierwsza, a która ostatnia. Ona nie pyta o wiek, pochodzenie, czy miejsce zamieszkania. W każdym momencie naszego życia może pojawić się człowiek, na, którego czekaliśmy bardzo długo. Tylko od nas zależy, czy weźmiemy to uczucie w ręce i poniesiemy je. Właśnie o tym pisze autorka książki „Czwartki w parku”.

Główną bohaterką powieści jest sześćdziesięcioletnia Jeanie, niewiasta przedsiębiorcza i pełna energii. Chociaż jej życie zawodowe układało się pomyślnie, to małżeńskie nie najlepiej. Po trzydziestu latach małżeństwa mąż kobiety – George - wyprowadził się do osobnego pokoju. Kobieta czuła się odrzucona, niekochana i nieatrakcyjna, nie potrafiła wyciągnąć od niego przyczyn takiego zachowania. To siebie obarcza winą, za to co się wydarzyło. Oboje oddalają się od siebie, jedyną radością w życiu Jeanie jest wnuczka Ellie. Dziewczynka niezwykle rezolutna i odrobinę niegrzeczna. W każdy czwartek obie panie wyruszają na pobliski plac zabaw, aby razem spędzić czas. Właśnie w tym miejscu babcia małej poznaje ciekawego mężczyznę, który wywraca jej życie do góry nogami. Ray jest inny od Georga, ujmuje wrażliwością i pogodą ducha. Jeanie na nowo odnajduje swoją kobiecość, przypomina sobie, jak, to jest być adorowaną. Jednak przez to ma wyrzuty sumienia, bo kocha męża i nie chce się z nim rozstawiać. Ale, z drugiej strony pragnie szczęścia. Zwierza się mu ze swoich rozterek, pragnie poznać jego uczucia. Chce, aby i on zaczął walczyć o ich małżeństwo. I właśnie od jego reakcji zależy ich dalsza przyszłość.


„Czwartki w parku”, to opowieść, która próbuje podkreślić, że niezależnie od wieku, każdy zasługuje na szczęście. Miłość nie przychodzi tylko do młodych dotyka również tych troszkę starszych. Także oni widzą wówczas świat w różowych kolorach, słyszą śpiew słowików i czują motylki w brzuchu. Nie wspominając o tym, że potrafią być momentami bardziej spontaniczni niż zakochane nastolatki.

Każdy ma prawo do miłości, nie ma znaczenia kim jesteśmy mężczyzną, czy kobietą, nastolatką, czy panią w podeszłym wieku. Ważne są tylko i wyłącznie uczucia. Poczucie bycia kochanym i oddawanie tej miłości. Nie chodzi o to, żeby być z kimś za wszelką cenę, czy z wygody. Ale być z tym kimś dla tego, jaki jest i jak wiele dla nas znaczy. Istotna jest również bliskość. Bo bliskość to zawierzenie. Poczucie oddania się ukochanej osobie. To ona cementuje związek. A główna bohaterka, choć miała koło siebie męża, to jednak była samotna. Nie było między nimi tej relacji. Oczywiście, nie mogę powiedzieć, że ze sobą nie rozmawiali, nie zwierzali się sobie, bo tak było. Jednak oboje byli daleko od siebie. A miłość to trwanie w każdym momencie.

Muszę przyznać, że brakowało mi takiej ciepłej książki. Czytanie było czystą przyjemnością, ciekawi bohaterowie, wielowątkowość akcji dopełniała całości. W dodatku autorce udało się odtworzyć zawiłości ludzkiego serca, które nie jest prostym mechanizmem i często nas zwodzi. Dlatego też „Czwartki w parku” jest niczym chłodny wiatr w upalny dzień. Mam nadzieję, że takich książek będzie coraz więcej. Polecam z czystym sumieniem 

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie egzemplarza :)

"Obietnica gwiezdnego pyłu" Priscille Sibley

Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 6.XI.2013 r.
Ilość stron: 416
Źródło ilustracji: www.empik.com

Jak przewrotne bywa życie podejrzewam, każdy wie. W jednej chwili można stracić wszystko, co się kocha i na czym nam zależy. Śmierć stanowi barierę nie do pokonania, nie jesteśmy w stanie sprawić, żeby osoba, którą kochamy do nas wróciła. Musimy poradzić sobie z jej odejściem. Nie każdy potrafi sobie z tym poradzić. Ale co w przypadku, kiedy w szpitalu leży kobieta podłączona do respiratora jest w ciąży i wiadomo, że jej mózg nie podejmuje pracy. Czy lekarze powinni podjąć decyzję o odłączeniu tego urządzenia? Czy może rodzina ma do tego prawo? Kto w takiej sytuacji powinien decydować o życiu? To bardzo trudne i zawikłane…  

W tak trudnym położeniu znalazł się właśnie Matt Beaulieu, wzięty neurochirurg i kochający mąż. Pewnego dnia podczas dyżuru dowiedział się, że jego żona trafiła do szpitala i jest w ciężkim stanie. Operacji podejmuje się jego przyjaciel, niestety nie był w stanie jej pomóc. Mózg kobiety doznał takich uszkodzeń, że nie można było jej uratować. Funkcje życiowe podtrzymywała maszyna. Sytuacja wydawała się logiczna, należało odłączyć ją od respiratora, bo takie są procedury. A ona sama nie chciała być podtrzymywana sztucznie przy życiu i Matt doskonale o tym wiedział. Podczas jednego z badań okazało się, że Ellie jest w ciąży. Poprzednie traciła, jej dzieci nie dożywały. Nigdy nie było jej dane cieszyć się z macierzyństwa. Mąż kobiety chcąc ratować tego malucha podjął walkę o utrzymanie żony przy życiu do czasu porodu. Jego matka nie zgadzała się i twierdziła uparcie, że postępuje egoistycznie pozwalając, aby jej synowa tak cierpiała. Rozpoczęła się walka o życie dziecka i Ellie, polem walki stała się sala sądowa. Po jednej znalazła się matka Matta, a z drugiej on sam. Przypadek precedensowy i tylko od tego, jaki będzie werdykt zależy życie wszystkich osób.

Temat jest niezwykle trudny. Obecnie zagadnienie eutanazji, śmierci klinicznej i odłączania od respiratora jest powszechnie dyskutowane. Ile ludzi tyle opinii. Wielu pewnie powie, że nie chce cierpieć, woli szybko umrzeć. W przypadku Ellie sprawa jest zupełnie inna, ona nosi dziecko, które ma prawo do życia. Choć jego sytuacja jest niezwykle trudna to myślę, że warto podjąć decyzję o walkę o jego życie. Ono jak każdy człowiek ma prawo do niego. Takie jest moje zdanie, podejrzewam, że znajdę wielu przeciwników. Myślę jednak, że niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z dorosłym człowiekiem, czy nienarodzonym maluchem ich życie tak samo jest ważne i warte każdej ceny.

Autorka momentami trochę na siłę ciągnęła pewne wątki. To prowadziło do tego, że akcja chwilami była monotonna. Ale dużym plusem jest tematyka i ciekawy sposób konstrukcji książki. Bo cofamy się do czasów młodości Matta i Elle, poznajemy ich historie, dobre i złe okresy w życiu. Widać, że pisarka pracowała przy pisaniu, doczytywała i zagłębiała się w opisywane zagadnienia, co stanowi niewątpliwie walor powieści. Duży ładunek emocjonalny sprawia, że czytanie jest przyjemnością.

Jeśli ktoś ma ochotę poczytać o walce o życie nienarodzonego dziecka, próbie poradzenia sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Polecam.

Copyright © 2016 Recenzyjka , Blogger