"Stracona niewinność" Susan Lewis

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 15.V.2012 r. 
Ilość stron: 680
Źródło ilustracji: www.empik.com

Alicia Carlyle po nagłej śmierci męża, wraca do miasteczka swego dzieciństwa. Zamieszkuje w domu swoich rodziców. Robi to głównie z myślą o uporaniu się z traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości. Przenosząc się doskonale zdaje sobie sprawę, że będzie musiała stawić czoło swojemu największemu wrogowi, którym okazuje się jej bratowa Sabrine. Kobieta miała romans z mężem wdowy i wprowadziła zamęt w uporządkowane życie szczęśliwej rodziny. Nawet po zerwaniu, zdesperowana kochanka nie zrezygnowała z mężczyzny, choć ten zdecydował się zostać z najbliższymi. Potrafiła wydzwaniać i szantażować go. Obie kobiety ze zrozumiałych powodów stoją po przeciwnych stronach barykady i nie zamierzają wywiesić białej flagi. Konflikt pogłębia się z chwilą, kiedy syn Alicii – Nathan – zostaje oskarżony przez córkę jej rywalki, Annabelle o gwałt. Chłopak twierdzi, że nie tknął dziewczyny, ona z kolei obstaje przy swoim twierdząc, że została zgwałcona. Sytuacja wydaje się patowa. Całą sprawę może wyjaśnić wnikliwe śledztwo albo prawda wyjawiona przez młodych ludzi. A do tego długa droga i wszystko może się wydarzyć.

Muszę przyznać, że pierwszy raz spotkałam się z twórczością Susan Lewis. Podobno jest autorką szanowaną o dosyć bogatym dorobku. Jeśli wszystkie jej książki są napisane w tak ciekawy sposób to należą się jej ogromne brawa. I na pewno sięgnę po kolejne pozycje autorki i przekonam się o tym. W tej powieści poruszyła niezwykle bolesne tematy, aczkolwiek niezwykle prawdziwie.

Choć sprawa zdrady małżeńskiej, żałoby i gwałtu jest ciężka, jednak styl pisarki odznacza się niezwykłą lekkością. Czytelnik momentami może przewidywać, jak potoczą się losy bohaterów, jednak cały czas zastanawia się nad rozwiązaniem problemu. Pojawiają się wątki zaskakujące, które budzą dreszczyk niepokoju co dodaje waloru pozycji. Mamy możliwość poznania zarówno Alicii, jak i Sabine. Literatka wskazuje czym kierują się obie kobiety, jakie są ich prawdziwe intencje.

„Stracona niewinność” nie należy do łatwych powieści, bo historia jest życiowa. Pokazuje jak szybko można ocenić innego człowieka i przykleić mu „łatkę”, z którą będzie musiał żyć. I tylko na jej podstawie otoczenie będzie formułowało ocenę tej osoby. Autorka wyciąga na wierzch wszystkie negatywne ludzkie cechy, które w najohydniejszy sposób niszczą innym życie. Ukazuje również to do czego zdolny jest człowiek, który chroni swoich najbliższych. A bazując na opowieści muszę przyznać, że gotów jest poświęcić wszystko. Polecam wszystkim, którzy lubią czuć dreszczyk emocji czytając książki.

"To, co zostało" Jodi Picoult

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 10.IX.2013 r.
Ilość stron: 560
Źródło ilustracji: www.empik.com

"Problem moralny, jaki mamy z Holokaustem, nie polega na tym, że sprawcy byli nieludzcy, ale na tym, że byli ludzcy, tacy jak my." 
Yehuda Bauer

Cytat ten w pełni oddaje tematykę książki Jodi Picoult. Pełną nieścisłości i bardzo trudną dla ofiar Holocaustu. Autorka podeszła do tego w sposób rzetelny, opisując z jednej strony działania nazistów, a z drugiej strony walkę o przeżycie więźniarki obozu koncentracyjnego.

Główną bohaterką książki jest Sage, dziewczyna, która nie miała łatwo w życiu. Jej matka zmarła na nowotwór. A ona sama ucierpiała w wypadku. Chcąc poradzić sobie ze stratą matki uczęszczała na spotkania osób, które utraciły kogoś bliskiego. Podczas jednego z nich poznała Josefa, człowieka powszechnie szanowanego. Ich wieź w miarę upływu czasu umacnia się, zostają swoimi powiernikami i mogą na siebie liczyć. Josef ufając Sage wyznaje jej, że był nazistą, kierował strefą kobiecą w Auschwitz-Birkenau. I to on ponosi odpowiedzialność za śmierć wielu kobiet. W wyrafinowany sposób potrafił się nad nimi pastwić. Zwierzając się dziewczynie pragnie wybaczenia oraz prosi o to, aby pomogła mu umrzeć. Pojawia się pytanie dlaczego ona? Przecież może sam popełnić samobójstwo. Jednak było to zamierzone działanie mężczyzny, ponieważ jego powierniczka to Żydówka. I chcąc ugasić wyrzuty sumienia sądzi, że tylko taka osoba może mu pomóc. Nie bierze, jednak pod uwagę jednej rzeczy, mianowicie babcia młodej kobiety podczas wojny była więziona właśnie w tym obozie, w którym Josef był obecny. Babcia wspominając swoją przeszłość musiała na nowo obudzić uśpione demony. Te opowieści otwarły Sage oczy, na problemy, które wcześniej niejako bagatelizowała. Musiała podjąć decyzję jak zachować się w stosunku do Josefa i czy wyznać babci, że zna tego człowieka. Oprawcę, który prawdopodobnie zniszczył jej życie i spowodował tak wielkie cierpienie. Dostrzegamy jak cienka jest granica między dobrem, a złem. Jak często ludzie sądzą, że ich pobudki są odpowiednie, a wyrządzają krzywdę. Bardzo często zaciera się instynkt samozachowawczy, przestają liczyć się inni. Co prowadzi do ogromnych tragedii.

Kreacja bohaterów według mnie jest fantastyczna, są wyraziści i pełni sprzeczności. Na pierwszy rzut oka wydają się osobami dobrymi i serdecznymi, a w głębi duszy skrywają mroczną przeszłość. Najbardziej zachwyciło mnie tło historyczne, pisarka dopieściła wszystkie informacje na temat obozów i działań nazistów. Czyny oprawców zostały przedstawione takimi jakie były. Nie ma tutaj ukrywania czegokolwiek, samo nazewnictwo i opisy życia codziennego Łodzi są niesamowite. W pełni oddała nieludzkie warunki w jakich przyszło żyć mieszkańcom getta i więźniom obozów. Momentami czułam, że jestem tam razem z nimi, aż skóra cierpła na samą myśl.

Książka Jodi Picoult jest niezwykle cenna, nie tylko ze względu na ciekawą fabułę i tematykę, również dla tego, że powinno się na nowo przypominać o tych okrutnych rzeczach, bo ci ludzie nie umarli na darmo. Ich śmierć okupiona ogromnym cierpieniem winna być przestrogą przed chorymi ideologiami. Bo przecież ludzie nie są numerami tylko żywymi istotami, które myślą, czują i pragną żyć. Niezależnie od koloru skóry, wyznania, czy pochodzenia. 

„Pierścionek z cyrkonią” Krzysztof Piotr Łabenda

Wydawnictwo: Nowy Świat
Data wydania: 2013 r.
Ilość stron: 203
Źródło ilustracji: www.empik.com 

Prawdziwa miłość jest tematem niezliczonej liczby książek. I w tych o tematyce wojennej, przygodowej, czy fantastyce pojawia się jakiś wątek miłosny. Słowem „kocham” rzuca się na lewo i prawo, nie bacząc na jego wagę. Na szczęście książka Krzysztofa Piotra Łabenda nie jest taka. Oczywiście, mamy wątek romantyczny, jednak jest ona niezwykle dojrzała i piękna. To powieść o wielkim uczuciu, stracie, bólu, beznadziejności, poczuciu zawodu. Czyli o wszystkim tym co dotyka człowieka w codziennym życiu.

Głównego bohatera – Piotra – poznajemy w momencie śmierci żony. Nie jest tym faktem jakoś szczególnie poruszony. Razem z żoną nie stanowili szczęśliwego małżeństwa, każde żyło własnym życiem. Ona siedziała w domu i piła, on zdolny wykładowca realizował się zawodowo. Wypadek samochodowy Ewy zakończył ich związek. Mężczyzna wspomina czasy młodości, kiedy to będąc w liceum zakochał się Gosi – koleżance z klasy. Oboje pochodzili z innych światów. Dziewczyna była córką wpływowego działacza, chłopak synem zwykłych obywateli. Jej ojciec sprzeciwił się tej więzi i surowo zakazał młodym spotykania się. Ale młodzi ludzie bardzo mocno walczyli o to, żeby być razem. Niestety, Małgosia musiała wyjechać do Maroka razem z rodzicami i wielka miłość się skończyła. Załamany chłopak nie mógł się pogodzić z jej odejściem, porównywał wszystkie kobiety do niej, w każdej szukał, choćby cząstki dawnej sympatii. Jako dorosły mężczyzna i w dodatku wdowiec, analizował dlaczego tak się stało, czy, aby na pewno dobrze zrobił próbując zapomnieć.

To co mnie zaskoczyło, to to, że mężczyzna tak pięknie może opisywać miłość. Rzecz jasna nie dyskryminuję Panów, jednak to kobiety wiodą prym literaturze kobiecej. A według mnie to błąd, bo potrafią kapitalnie mówić o uczuciach i nie wstydzą się ich.

Recenzowaną pozycję umieściłabym na półce podpisanej „ciekawe”, chociaż fabuła jest nieco przewidywalna i może oryginalnością nie grzeszy, to całość sprawia, że urzeka. Składnia do zastanowienia się nad tym jak długo należy czekać na swoją miłość i czy warto jej wyczekiwać. Nie mam tu na myśli chwilowej miłostki, tylko tą pełną, w której bierzemy tego człowieka z jego wadami i zaletami, z jego przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Autor stwierdza, że warto czekać, bo nasze życie ma tylko, wtedy sens, kiedy kochamy i jesteśmy sami kochani. Bo przecież każdy z nas marzy o tej wielkiej miłości i możliwości oddania swego serca w dobre ręce.  

"Brzemię rzeczy utraconych" Kiran Desai

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 7.XI.2013 r.
Ilość stron: 530

„Brzemię rzeczy utraconych”, to opowieść o mieszkańcach Indii. Autorka przedstawia wnikliwy opis życia codziennego mieszkańców tego kraju. W interesujący sposób opowiada o ich trudnej sytuacji, ale nie skupia się tylko na samych negatywach, pisze również o miłości, czy przyjaźni. Ukazany obraz jest niezwykle różnorodny. Negatywne emocje łączą się z tymi pozytywnymi, kiedy jedni cierpią, inni się cieszą. Zupełnie jak w życiu, oddana została zwyczajność co sprawia, że pozycja jest niezwykle ujmująca i ani na moment nie nudzi.

Należy przyznać, że książki poruszające kwestie Dalekiego Wschodu nadal bardzo mocno intrygują i ciekawią. Każdy chce poznać ten egzotyczny świat, a niniejsza książka pozwala na to. Nie mamy do czynienia z błahą opowiastką, tylko z dojrzałą opowieścią. Poznajemy sierotę Sai, która mieszka wraz ze swoich dziadkiem, jest niezwykle bystrą dziewczyną. Chociaż los jej nie oszczędzał, nie poddawała się. Z chwilą, kiedy poznała swojego korepetytora – Gjana, jej życie się zmieniło. Pojawiło się zauroczenie, później zakochanie, jednak sytuacja polityczna i niepokoje w Indiach nie działały na korzyść. Ich uczucie zostało wystawione na próbę, od której zależało dalsze życia tych dwojga. Dziadek Sui to człowiek niezwykle zgryźliwy i zamknięty w sobie, który tylko swemu psu okazuje sympatię. Choć kiedyś był bardzo znanym sędziom, obecnie całe dnie spędza w domu złoszcząc się, krytykując wszystko i wszystkich. Nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Razem z nimi mieszka również kucharz. Osoba oddana swojej pracy, niejednokrotnie chcąc dorobić handlował alkoholem. Każde zarobione pieniądze odkłada dla syna, który wyjechał do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia. Jednak rzeczywistość okazała się dla chłopaka zgoła inna niż sobie wyobrażał. Nie podejrzewał, że będzie musiał zmierzyć się z nienawiścią, upodleniem i brakiem szacunku. Ameryka miała być dla niego „Ziemią Obiecaną”, gdzie bez problemu miał znaleźć pracę. Jednakże życie zgotowało mu piekło, każda robota jakiej się chwytał okazywała się gorsza od poprzedniej. Mężczyzna musiał podjąć decyzję co robić dalej zostać, czy wrócić do ojca i Indii. Co nie było łatwe, z powodu niepokojów w jego ojczyźnie. Tłem wydarzeń jest sytuacja polityczna Indii, niezwykle realistycznie ukazana przez pisarkę.

Na pochwałę zasługują bohaterowie, autorka wykreowała prawdziwe postaci. Pełne buntu, emocji i wewnętrznej siły. Czytelnik podąża za nimi, czuje i działa. Momentami wręcz odczuwa się te same uniesienia. Czytając książkę zetknęłam się z niesłychaną tęsknotą. Nie chodzi tylko i wyłącznie o pragnienie drugiej osoby. Ale bohaterowie tęsknią za swoimi bliskimi, dawnym życiem, wolnością, czy zwyczajnie za ukochanym psem. Żal za czymś niedostępnym przenika ich, sprawia, że jedni popadają w letarg, inni podejmują decyzję o podniesieniu się. Dodatkowo mamy okazję zobaczyć, jak wygląda życie imigranta, skazanego na życie w innym kraju, gdzie życie nie jest takie różowe jak nam się wydaje. Gdzie każdy dzień jest walką o lepsze jutro, które wcale nie musi być dobre.
I tylko od człowieka zależy jak będzie wyglądało dalsze życie.

Mnie osobiście książka ujęła. Dawno już nie czytałam, tak prawdziwej i czystej historii. Choć wszystkie wydarzenia mają miejsce daleko od Polski, jednak i Polacy borykają się współcześnie z takimi samymi problemami. Myślę, że są uniwersalne, każdy z nas ich doświadczył w większym bądź mniejszym stopniu. Podpisuję się pod tą książką obiema rękami i z czystym sumieniem polecam, bo naprawdę warto.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie egzemplarza :)

"Matteo Ricci" Jan Konior SJ

Wydawnictwo: WAM
Data wydania: 2013 r.
Ilość stron: 148
Źródło ilustracji: 
kmt.pl

Misje chrześcijańskie w Chinach nie są zbyt szeroko opisane i spopularyzowane. A jest to niezwykle ciekawy temat. Tego zadania podjął się Jan Konior SJ to jezuita, teolog, sinolog. Od wielu lat zajmuje się kulturą Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Autor wielu publikacji naukowych i popularnonaukowych w Polsce i zagranicą, poświęconych duchowości i tematyce związanej ze światem wschodnim. Zawdzięczmy mu również krótką książeczkę z serii Wielcy ludzie kościoła poświęconej mało znanemu misjonarzowi – Matteo Ricci.

Warto wspomnieć kilka słów na temat tego świętego. Muszę przyznać, że czytałam wiele książek o Dalekim Wschodzie, na studiach omawiało się kwestie chrystianizacji. Z tyłu mojej głowy zawsze była taka myśl, że pierwsi misjonarze, którzy przybyli do Chin, byli ludźmi niezwykle gorliwymi i wszelkimi sposobami, także siłowymi próbowali prowadzić misje chrystianizacyjne. Jan Konior SJ obala ten mit, krzewiciele wiary, jacy przybyli do Państwa Środka posiadali głęboką wiarę, jednak szanowali tradycje, zwyczaje i kulturę tamtejszej populacji. Jednym z pierwszych apostołów na tamtych terenach był Matteo Ricci. Człowiek bardzo dobrze wykształcony. Kiedy przybył do miejsca docelowego, zaczął uczyć się zwyczajów tubylców. Mocno pracował nad językiem, ubierał się, jak rodowity Chińczyk. Łączył ich kulturę z wiarą chrześcijańską. Niezwykłe dla mnie było również to, jak potrafił porozumieć się z ludźmi o całkowicie innym światopoglądzie. Nikogo nie zmuszał do wyznawania wiary w Chrystusa, tylko w atrakcyjny sposób pokazywał co jest ważne w życiu. Choć napotkał wiele przeszkód na swojej drodze to, jednak wielu Chińczyków potrafi obecnie powiedzieć kim był i jak duży był jego wkład w ich życie. Muszę sama się przyznać, że dopiero po przeczytaniu tej niewielkiej pozycji, zobaczyłam jak wyglądały początki chrześcijaństwa w Chinach.

Co tyczy się samej publikacji to jest niezwykle krótka, czytanie nie zajmuje dużo czasu. Co nie jest zaletą. Historią tego świętego jest niezwykle ciekawa, brakowało mi w niej większego opisu dzieciństwa, okresu dorastania, początków jego duchowej drogi. Autor wiele razy powtarzał niektóre kwestie, co sprawiało, że czytanie stawało się monotonne. Jednak fragmenty listów i dokumenty sprawiają, że nabiera ono tempa i interesuje.

Wielu misjonarzom potrzeba takiej wytrwałości jaka cechowała Matteo Riccini. Ważnym elementem jest również szacunek do tradycji ludzi wśród, których pracują. Powinni czerpać inspirację z czynów głównego bohatera książki. Polecam wszystkim tym, którzy interesują się tą tematyką i mają ochotę zaznajomić się z początkami chrześcijaństwa w Chinach. 

Pragnę serdecznie podziękować wydawnictwu WAM za udostępnienie egzemplarza. 
Copyright © 2016 Recenzyjka , Blogger