„Biała jak mleko, czerwona jak krew” Alessandro D'Avenia

Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 3.X.2011 r.
Ilość stron: 308
Źródło ilustracji: www.empik.com 

Historia młodych ludzi, którzy dopiero wkraczają w dorosłość. Uczą się czym jest życie, uświadamiają, jak budować relacje z innymi ludźmi, jak odróżniać dobro od zła. Współczesne love story.

Głównym bohaterem jest Leo, „młody gniewny”. Bezczelny, butny i pewien, że tylko on ma rację. Co istotne szaleńczo zakochany w dziewczynie ze szkoły. Świat utożsamia z konkretnymi barwami, według niego ukochana Beatrice jest czerwienią. Czerwień to krew, miłość, intensywność, chłopak uwielbia tą barwę. Nie znosi bieli, symbolizującej smutek, pustkę i samotność. Czerwień jak tornado wdziera się w życie młodego człowieka, powodując spustoszenie. Tak jak miłość, która raz daje, innym razem odbiera, powodując upadek i smutek. Pomóc może tylko bezpieczny i znany błękit, czyli przyjaźń w tym przypadku Sylvia. Osoba, która zna, wspiera i jest na każde zawołanie. Wszystkie te kolory mieszają się, tworząc niepowtarzalną paletę odcieni. To tak jak życie są nieprzewidywalne i zmienne. Leo wierząc, że Beatrice jest mu przeznaczona, podejmuje różnorakie działania chcąc ją zdobyć. Ogromnym wstrząsem jest dla niego informacja, że dziewczyna jest chora na białaczkę i umiera. Początkowy szok przeradza się w walkę o ukochaną, w której wspiera go dobra Sylvia.

Powieść według mnie przeznaczona jest w dużej mierze dla nastolatków. Przewidywalna i prosta historia nie zaskakuje. Zaletą jest ciekawe ukazanie uczuć i emocji za pomocą kolorów. Książka obfituje w wiele pięknych sentencji, z których można wiele wydobyć. Pokazuje, że nie wolno się poddawać i walczyć o ukochaną osobę. Malutki gest, czy słowo może zdziałać cuda. Słabości mogą okazać się siłą napędową, która buduje i zmusza człowieka do działania.

Alessandro D’Avenia burzy stereotyp nastolatka. W dużej mierze starsi ludzie uważają, że ci młodsi są pozbawieni zasad moralnych, nie dbają o takie wartości jak rodzina, oddanie, przyjaźń, czy miłość. Nie jest to, jednak prawdą, w młodych ludziach drzemie siła, która jest w stanie góry przenieść i walczyć do ostatniej kropli krwi o rzeczy najważniejsze. W obliczu śmierci, straty, czy zagubienia, potrafią stanąć na wysokości zadania.

Książka w piękny sposób traktuje o miłości, nie tej bezmyślnej i przelotnej, lecz głębokiej. Otwartej na drugiego człowieka. Myślę, że najlepszym podsumowaniem niech będzie cytat oddający całą prawdę o powieści.

„Miłość ma to do siebie, że potrafi znaleźć miejsce dla dwojga nawet tam, gdzie tego miejsca ledwo starcza dla jednego.”


„Zegarek z różowego złota” Richard Paul Evans

Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 3.VII.2013 r.
Ilość stron: 224
Źródło ilustracji: www.empik.com

„Zegarek ze różowego złota”, to powieść o poszukiwaniu miłości, przyjaźni bliskiej każdemu sercu. Wydawać, by się mogło, że taka jak inne oklepane historyjki, co nie jest do końca prawdą. Autor w prosty, wzruszający i pouczający sposób zwraca uwagę na ważne aspekty naszego życia.

Opisywane wydarzenia mają miejsce w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku. W czasach, kiedy rozwijał się nowy ład społeczny i kształtował się obraz współczesnego społeczeństwa. Jednym udawało się awansować, inni tracili wszystko, co posiadali. David to dobrze sytuowany człowiek, kolekcjoner zegarów, osoba bezgranicznie poświęcona pracy i zainteresowaniom. Wielu twierdzi, że należy do jednych z najszczęśliwszych ludzi na świecie. On sam, jednak ma jedno ogromne marzenie. Pragnie mieć obok siebie kochającą żonę i dzieci. Ten wieczny kawaler łaknie stateczności i rodziny. Z chwilą, gdy poznaje MaryAnn, zdaje sobie sprawę, że poznał kobietę swego życia. Stara się ze wszystkich sił, aby ją sobie zjednać. Nie jest to, jednak proste, gdyż dziewczyna ukrywa pewną tajemnicę, która wpłynie na ich decyzje i przyszłe życie

Autor opowiadając prostą historię, kreśli wartości istotne dla każdego. Podkreśla sens miłości, przyjaźni i oddania się drugiemu człowiekowi całym sobą. W cudowny sposób przedstawia bohaterów, ich pragnienia, pasje, marzenia, kłopoty i wątpliwości. Dodatkowo wskazuje jak ważną rolę w życiu człowieka pełni przyjaciel, gotowy oddać swoje życie za swego druha. Niezależnie od tego jakiego koloru ma skórę, skąd pochodzi, kim byli jego rodzice. Bo nie liczy się pochodzenie tylko braterstwo i bezgraniczne zaufanie.

Richard Paul Evans po raz kolejny mnie nie zawiódł. Posługuje się językiem pełnym ciepła, emocji, uczuć. W zajmujący sposób maluje obraz życia tamtejszych ludzi. Książkę czyta się szybciutko, dynamiczna akcja nie pozwala się nudzić. Pozycja momentami może być trochę przewidywalna, jednak zawiera wiele ciekawych informacji na temat zegarów i stosunków panujących w elitach amerykańskich początku XX wieku. Co ważne w powieści autora znalazło się miejsce na uczucia, gotowe pokonać każdą przeszkodę. Jeśli ktoś lubi wątki miłosne, momentami lekko sensacyjne, to na pewno się nie zawiedzie. Polecam.


"Dziecko niczyje" Michael Seed

Wydawnictwo: Promic
Data wydania: 2010
Ilość stron: 285
Źródło ilustracji : www.wydawnictwo.pl

Książka „Dziecko niczyje”, to mocna i wstrząsająca historia, która otwiera oczy i zwraca uwagę na to, że obok nas są ludzie, ciche istoty zdane na łaskę innych osób. Autor w mocny sposób opisuje swoje dzieciństwo, pełne brutalności, niesprawiedliwości i okrucieństwa.

Ojciec Michael Seed jest franciszkaninem i jedną z najsławniejszych postaci Kościoła katolickiego w Wielkiej Brytanii, przyjacielem koronowanych głów oraz polityków. W swojej książce dzieli się z czytelnikami historią swego dzieciństwa. Wydawać, by się mogło, że pisze o czasie niezwykle radosnym dla każdego człowieka. Niestety, nie dla o. Michaela, który z dzieciństwa pamięta przemoc, molestowanie seksualne, samobójstwo matki i znęcanie się nad nim w szkole. W jego głowie nie jeden raz pojawiały się myśli, aby przerwać tą gehennę. Jednak za każdym razem jakaś siła odciągała go od samobójstwa. Na temat swojej przeszłości milczał, dopiero po pięćdziesięciu latach odważył się ją wyjawić. Jak twierdzi „dla innych, żeby przestali się bać”.

Autor pisze prosto, żadnego ze swoich przykrych wspomnień nie owija w bawełnę. Zdumiewający jest fakt, jak dużo potrafiło znieść to dziecko, jaką miało siłę i wiarę w to, że będzie lepiej. W trudnych momentach był w stanie swoim małym ciałem chronić krzywdzoną przez męża ukochaną matkę. Wydawać, by się mogło, że ojciec powinien być tą osobą, która się troszczy o swego potomka i dba o niego, niezależnie od czego, czy jest jego biologicznym, czy adoptowanym dzieckiem. W tym przypadku okrucieństwo człowieka sięgnęło zenitu, potrafił wykorzystywać seksualnie, przypalać i bić do nieprzytomności niewinnego chłopca. Odczuwał z tego powodu wręcz satysfakcję. Wspomnienia o. Michaela przekraczają wszelkie tematy tabu. Opisy zwyrodniałych zachowań jego rodzica są odrażające, nie można go nawet nazywać ojcem, bo na to miano według mnie nie zasługuje. Trzeba być okropnym degeneratem, aby tak krzywdzić drugiego człowieka.  

Powieść tak mocno dotyka, ponieważ z jednej strony dotyczy niewinnego dziecka, a z drugiej cała do szpiku kości jest prawdziwa. Podziwiam autora, że był gotów wrócić do swoich wspomnień i głośno je opowiedzieć. Choć zawsze wydawało mi się, że żyję na tym świecie na tyle długo, że nic już mnie nie zaskoczyć. Jednak ta historia szokuje, dotyka i każe zapytać dlaczego to musiało się stać? Dlaczego pozwolono, aby cierpiało niewinne dzieciątko? Czytając wydawać, by się mogło, że ten horror się skończy nastąpi wybawienie i życie chłopca się zmieni. Dokonuje się to, jednak dużo później, kiedy jest już ukształtowanym człowiekiem, a jego główny oprawca nie żyje.

Książka jest zapisem drastycznych i wstrząsających wspomnień. Człowiekowi, który miał szczęśliwe i spokojne dzieciństwo trudno jest zrozumieć ogrom nieszczęścia i okrucieństwa wobec dziecka. Myślę, że należy sięgać po takie książki. One uczą nas, że nie wolno obojętnie przejść obok kogoś, kto jest krzywdzony. Nie możemy zamykać się w swoich cieplutkich i bezpiecznych domkach i zapominać, że jesteśmy ludźmi, którzy powinni reagować na cierpienie innych. Wszechobecna znieczulica sprawia, że nie chcemy i boimy się głośno powiedzieć co sądzimy na dany temat. Jednak ta pozycja pokazuje, że brakuje ludzi, którzy będą potrafili zareagować i głośno powiedzieć, że komuś dzieje się krzywda. 
Jak najbardziej polecam książkę.

Pragnę serdecznie podziękować Wydawnictwu Promic za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Nasza klasa - Natasza Socha"Nasza klasa" Natasza Socha


Wydawnictwo: E-bookowo
Data wydania: 2010
Ilość stron: 156
Źródlo ilustracji: www.e-bookowo.pl

Dzięki uprzejmości wydawnictwa e-bookowo.pl do moich rąk trafił zbiór opowiadań „Nasza klasa”.

Natasza Socha to polska pisarka i dziennikarka, autorka „Keczupu”, czy „Macochy”. Do tej pory nie miałam okazji poznania jej twórczości, zaczynając czytać „Naszą klasę” byłam ciekawa o czym będzie. Początkowo wydawało mi się, że pisarka chce opisać życie jakiejś szkolnej społeczności. Jednak szybko okazało się, że chodziło o portal Nasza-klasa i o to, jaki ma wpływ na ludzkie losy.

Książka składa się z różnorodnych opowiadań nie związanych ze sobą, jej bohaterowie to ludzie w różnym wieku, mieszkający w innych częściach kraju i świata, inaczej patrzący na życie i szkole lata. Wszyscy posiadają konto na wspomnianym portalu, który stanowi ich okno na świat, pozwala „śledzić” kolegów i znajomych z dzieciństwa. Poznajemy emerytowaną nauczycielkę języka polskiego poszukującą dawnego ucznia, Gucia przeczuwającego, że jego żona ma romans, kobietę szukającą swej dawnej miłości, przyszłą matkę oczekującą na narodziny dziecka i wielu innych. Pojawiają się wspomnienia pierwszych pocałunków, miłości, rozczarowań, pierwszej czekolady z Pewexu, czy dekatyzowanych dżinsów. Każda historia jest inna, jednak bohaterów łączy pewna tęsknota za ludźmi poznanymi w szkole, chęć szpiegowania i chwalenia się własnymi dokonaniami.

Sylwetki bohaterów są dobrze nakreślone, wielowymiarowe i naznaczone jakąś tajemnicą, którą autorka powolutku odkrywa. Sporo tu sekretów, życiowych wyborów tych dobrych i złych oraz zaduma, czy mogło się postąpić inaczej. Do tego ciekawy pomysł, silne emocje i spora dawna śmiechu. Bardzo ciekawa lektura. 

Z poczwarek w motyle - Patrycja Żurek"Z poczwarek w motyle" Patrycja Żurek


Wydawnictwo: E-bookowo
Data wydania: 2013
Ilość stron: 255
Źródło ilustracji: www.e-bookowo.pl

Powieść Patrycji Żurek porusza tak ważne kwestie, jak przyjaźń, miłość, zazdrość. Dotyka trudnych relacji rodzinnych i zwykłej szarej codzienności. Wydawać, by się mogło, że spraw prostych i nieciekawych, jednak autorce w ciekawy sposób udało się uchwycić te wszystkie zawiłości ludzkiego życia.

Pisarka przedstawia nam dwie przyjaciółki, Zuzannę matkę, żonę, gospodynię domową. Chociaż jest młodą kobietą, zachowuje się, jak staruszka niezadowolona ze swego życia. Miewa częste migreny, które przeszkadzają jej w normalnym funkcjonowaniu. Nieszczęśliwą kobietę odwiedza jej przyjaciółka Sylwia. Dziewczyna kilka lat temu przeniosła się do Niemiec, gdzie poznała niesamowitego mężczyznę, ma cudowny dom i wspaniałe życie. Wszystko to czego pragnęłaby Zuza. Pozory, jednak mogą mylić. Sylwia nie żyje w krainie wiecznego szczęścia, walczy ze smutkiem i goryczą. Kobieta zmaga się z duchami z przeszłości, dodatkowo bliska jej osoba jest umierającą. Obie panie będą musiały przewartościować swoje życie i przyjaźń. Podjąć decyzję, czy iść do przodu, czy cofnąć się. Krok do tyłu sprawi, że zamkną się w sobie i trudno będzie, im się na nowo otworzyć. Ten do przodu sprawi, że zwykła poczwarka zmieni się w niesamowitego motyla.

„Z poczwarek w motyle” to doskonałe połączenie ciekawie skomponowanej powieści obyczajowej i romansu. Z każdą stroną autorka pobudza zainteresowanie czytelnika. Atutem jest również narracja. Mamy okazję poznać dane wydarzenia z różnej perspektywy. Bohaterowie wydają się tacy bliscy i zwykli, razem z nimi przeżywany wzloty i upadki. Momentami mamy ochotę potrząsnąć nimi i pogrozić palcem.

Ta pozycja, to wielopłaszczyznowa powieść traktująca o sile kobiecej przyjaźni, trudnych relacjach rodzinnych, wcale nie łatwiejszych związkach damsko-męskich, pasjach, czy rodzicielstwie. Autorka uświadamia jak istotną rolę w naszym życiu pełni przyjaciel, taki prawdziwy i oddany. Potrafiący wesprzeć w trudnych chwilach, podsunąć rozwiązanie, czy po prostu wyciągnąć z otchłani rozpaczy i beznadziei.

Czytanie sprawiło mi wiele przyjemności, pochłonęłam ją w jeden dzień. Nie brakowało przy tym wzruszeń i wybuchów śmiechu. Polecam każdemu, kto ma ochotę poczytać o przyjaźni, rozstaniach i powrotach.

"Dziętnaście minut" Jodi Picoult

Wydawnictwo: Pruszyński i S-ka
Data wydania: 27.I.2009 r.
Ilość stron: 672
Źródło ilustracji: www.empik.com


„W dziewiętnaście minut można skosić frontowy trawnik, ufarbować włosy, obejrzeć tercję meczu hokejowego. Dziewiętnaście minut wystarczy, żeby zaplombować ząb, upiec ciastka, poskładać pranie pięcioosobowej rodziny.
W ciągu dziewiętnastu minut można się doczekać dostawy zamówionej pizzy. Przeczytać bajkę dziecku lub wymienić olej w aucie.
W dziewiętnaście minut można powstrzymać świat lub ewakuować się z niego na zawsze. Dziewiętnaście minut – tyle wystarczy, żeby dopełnić zemsty.”

Peter Houghton od początku swojej kariery szkolnej spotykał się z szykanami i poniżaniem ze strony innych dzieci. Próbował radzić sobie z tym różnie: nie reagował, sam był agresywny, lecz żadne z jego działań nie pomagało, wręcz sprawiało, że atak na jego osobę był jeszcze większy. Nikt nie wyciągnął do niego pomocnej ręki, nauczyciele bagatelizowali całą sprawę, a rodzice uważali, że powinien zapisać się do jakieś grupy sportowej, dzięki czemu jego problemy się skończą. Jednak z upływem czasu młody człowiek popada w coraz większą frustrację, jego emocje sięgają zenitu i chwyta za broń. Chłopak wchodzi do szkoły i zabija 10 osób, a wiele innych okrutnie rani. Ci co przeżyli nie mogą dojść do siebie, nękają ich koszmary, a na każdym kroku towarzyszy strach. Adwokat, który podejmuje się obrony oskarżonego będzie musiał dowieść, czy była to jego wina, czy jego oprawców.

Jodi Picoult po raz kolejny pokazała, że nie boi się dotykać tematów trudnych i kontrowersyjnych. Siłą książki autorki jest prowadzenie narracji z różnych perspektyw, co pozwala wniknąć w umysły wielu bohaterów, zarówno ofiar, jak i mordercy, możemy lepiej zrozumieć motywy jakimi się kierowali. Dodatkowym atutem jest rozbudowana psychologia postaci oraz interesujące wątki poboczne.

„Dziewiętnaście minut”, to nieprzeciętna pozycja. Autorka posuszyła kwestie trudne, z punktu widzenia moralnego i etycznego. To powieść o rozpaczliwej próbie przerwania szkolnego horroru. To głos wszystkich, którzy spotkali się z przemocą i poniżaniem w szkole i nikt nie wyciągnął do nich serdecznej ręki, nie wspierał w trudnych chwilach. Polecam :) 

„Jedna przegrana bitwa” Marcin Wolski

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: X.2013 r.
Ilość stron: 337
Źródło ilustracji: www.matras.pl

Marcin Wolski to pisarz, dziennikarz, satyryk, autor audycji radiowych oraz kabaretowych. Autor ponad trzydziestu powieści, a także kilkunastu zbiorów opowiadań, wierszy i tekstów satyrycznych. Muszę przyznać, że jest to moje pierwsze spotkanie z tego typu pisarstwem i na pewno nie ostatnie.

Literat w swojej książce wciąga nas w świat zupełnie inny niż ten, który znamy. Poznajemy rzeczywistość pełną spisków, szpiegów i donosicieli. Powieść rozpoczęto w roku 1968, głównym bohaterem jest Marcin Wolak, student historii na Uniwersytecie im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie. Należał do osób, które gloryfikowały system, instytucje oraz „wielkich komunistów”. Od dziecka wychowywała go matka. Wedle jej słów mąż zostawił ją i syna dla innej kobiety. Nie małym zaskoczeniem był dla niego fakt, że jego ojciec okazał się bohaterem wojennym, człowiekiem oddanym własnemu krajowi i rodzinie. Dowiaduje się tego wszystkiego z zapisów swego rodzica, które dziwnym zrządzeniem losu trafiają w jego ręce. Młody człowiek poznaje prawdę historyczną według, której cały porządek polityczny i społeczny zależy od jednej bitwy, którą wygrali bolszewicy. Chodzi o tak ważny dla Polaków „Cud nad Wisłą”, którym obecnie się chełpimy i z którego jesteśmy dumni. Powieść koncentruje się na przedstawieniu wizji świata, w którym bolszewicy wygrywają bitwę warszawską. Fala komunizmu zalewa poszczególne kraje Europy, dociera do niektórych regionów Azji i Afryki.

Takie alternatywne ukazanie historii jest bardzo ciekawym sposobem nawiązania do świata rzeczywistego i skomentowania go. Dla Czytelnika jest swego rodzaju krzywym zwierciadłem, w którym może się przeglądać i dostrzegać te przerażające odkształcenia rzeczywistości. „Jedną przegraną bitwę” można odbierać na wielu płaszczyznach z jednej strony widzimy tylko biednych ludzi, którzy żyją pod dyktando reżimu i nie mają tak naprawdę innego wyjścia jak mu się poddać. Można dostrzec także, ważność niektórych wydarzeń historycznych, które przesądziły o losach ludzkości i spowodowały, że nasze obecne życie wygląda tak, a nie, inaczej. Dodatkowo spostrzegamy jak znaczącą wartością jest wolność, nie tylko ta fizyczna, ale przede wszystkim duchowa, która stanowi siłę napędową każdego wolnego państwa. Komunizm był murem, który hamował indywidualizm i kreatywność. Tłamsił wszystko to, co piękne i ważne dla człowieka. Miejmy nadzieję, że rzeczywistość przedstawiona przez Marcina Wolskiego nigdy nie będzie miała miejsca, a Polacy zawsze będą gotowi na obronę własnych przekonań.

Mnie osobiście przeszkadzała momentami tylko jedna rzecz, mianowicie sama studiuję historię i irytowały mnie zniekształcone wydarzenia historyczne, choćby te dotyczące Józefa Piłsudskiego, czy Stalina. Oczywiście, cały czas powtarzałam sobie, że o to chodzi w tej książce i dlatego tak zostały ukazane. Jednocześnie bardzo mocno urzekła mnie w książce osoba Jana Pawłowicza. Bohatera tak ciepłego i zaangażowanego w polską sprawę, pod tym imieniem i nazwiskiem kryje się Jan Paweł II. Przytoczono słowa papieża, jego nauczanie oraz w jakimś stopniu życiorys wielkiego Polaka.

Autor pokazał swój ogromny talent, którego może mu pozazdrościć niejeden pisarz. Płynnie buduje historię, bez prowadzenia Czytelnika na siłę za rękę. Zaskakująca intryga, ciekawy język oraz celna analiza sprawia, że czytanie jest przyjemnością, a historia nie była banalną opowiastką. Styl pisarki jest przystępny, pozbawiony udziwnień i skomplikowanych zwrotów. Wszystko to sprawia, że treść jest niezwykle bogata i ani przez moment nie zniechęca do siebie.

Pozycję można polecić każdemu, kto nie miał tej przyjemności spotkania się z twórczością Marcina Wolskiego. Jak każda książka posiada wady, ale według mnie stają się całkowicie nieistotne podczas czytania. Z każdą przeczytaną stroną odczuwa się przyjemność i zachęca to do sięgnięcia po inne dzieła autora.

Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego

"Lato w Savannah" Beth Hoffman


Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 7.II.2012 r.
Ilość stron: 344
Źródło ilustracji:  www.matras.pl


Każdy, kto nałogowo czyta książki zna to uczucie, kiedy całkowicie przypadkiem trafia na tytuł, który intryguje. Sięga po niego i z każdą następną stronicą odkrywa kolejne tajemnice. Dzięki temu książka pozostaje w sercu na długo, często się do niej wraca, żeby ogrzać się jej ciepłem.

Beth Hoffman w swojej powieści zabiera Czytelników do Savannah. Pięknego i malowniczego miejsca. „Lato w Savannah” to opowieść o życiu dwunastoletniej Cecelii Rose Honeycutt, zwaną Cee Cee. Dziewczynka opiekuje się swoją matką, kobieta cierpi na chorobę psychiczną. Niestety, mała jest pozostawiona sama sobie, jej ojciec oddając się pracy nie wspiera żony i córki. Na jego obronę można powiedzieć tylko, tyle że sam czuje się zagubiony, nie potrafi funkcjonować w rodzinie, w której nie ma oparcia w żonie. Jedyną pomocą dla Cee Cee jest jej sąsiadka Gertruda, która wspiera dziewczynkę jak tylko może. Niestety, dochodzi do tragedii, matka Cecelii ginie potrącona przez samochód. Jej ojciec oddaje ją pod opiekę ciotecznej babki Talluli, kobiety rozsądnej i pełnej optymizmu. Tallula wkłada całe swoje serce w pomoc dziewczynce, pragnie za wszelką cenę przywrócić małej utracone dzieciństwo.

Autorka posługując się prostymi słowami maluje interesującą historię, która uczy i wzrusza. „Lato w Savannah” to książka pełna ciepła, nadziei, posiada w sobie to „coś” co sprawia, że pozostanie za mną na bardzo długo.

Książkę polecam wszystkim, którzy lubią czytać o życiu, o jego blaskach i cieniach, o tym, że jest ono nieprzewidywalne. Tak wiele zależy od nas samych i tego, czy będziemy wytrwali w swojej walce o szczęście, nie skapitulujemy i nie oddamy go walkowerem. Mam nadzieję, że w momentach trudnych każdy będzie miał koło siebie taką dobrą Tallulę, która poświęci nam swój czas i wysłucha. Polecam książkę

"Tygrysie wzgórza" Sarita Mandanna


Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 29.VI.2011 r.
Ilość stron: 472
Źródło ilustracji: www.uroda.com

Należy przyznać, że temat miłości podejmowany jest w wielu książkach. Literatura kobieca pokazuje nam miłość w iście kopciuszowskim stylu. Mamy dziewczę pragnące wielkiej miłości pojawia się ten upragniony książę na białym rumaku. Oczywiście, aby akcja zawierała chwile grozy przeszkadza, im jakaś zła macocha bądź wredna siostra. Koniec końców i tak są razem żyją długo i szczęśliwie. Ja się pytam, gdzie ich kłótnie? gdzie wspólne rozterki? No cóż tego problemu nie mam z książką „Tygrysie wzgórza”.

Sarita Mandanna podjęła się zadania opowiedzenia o niesamowitej odwadze i wewnętrznej sile. Książka dotyka różnych rodzajów miłości i uczuć, jakie może żywić kobieta do mężczyzny oraz mężczyzna do kobiety. Początkowo stykamy się z miłością przyjaciół – Dewi i Dewanny. Oboje nierozłączni, towarzyszą sobie w wielu zadaniach. Tego typu uczucie rozwija się powoli, ludzie ci znają się od dłuższego czasu. Nie szukają jej, ale odnajdują w trakcie zwykłych czynności. Tą miłość odkrywa przede wszystkim Dewanna. Chłopak orientuje się, jak bliska jest mu przyjaciółka. Jednak Dewi podczas tygrysiego wesela zakochuje się w Maću, pogromcy tygrysów. Uczucie dziewczyny jest odwzajemnione, jednak dochodzi do tragedii, która zaważy na życiu wszystkich.

Czytając tą książkę ma się wrażenie, że magia wypływa z niej strumieniami, wystarczy spojrzeć, a można stwierdzić, że będzie to cudowna historia. Autorka przebiera słowami, niczym czarodziej, jej słowa są ciekawe i realistyczne. Opisuje drobne czynności w niezwykły sposób co sprawia, że nie chce się od niej oderwać. Szczerze mówiąc wyobrażałam sobie troszkę, inaczej historię Dewi, ale nie zawiodłam się. Wręcz zostałam urzeczona i mile zaskoczona.

Książka dotyka również sposobu życia w Indiach, kraju niezwykle pociągającego. Narracja została ciekawie skonstruowana nie nudzi, jest płynna. Od samego początku Czytelnik jest wrzucony w wir intryg i tego niesamowitego klimatu. Z czasem zaczyna mu się wydawać, że sam uczestniczy w opisywanych wydarzeniach. Warto zwrócić uwagę na skrupulatność z jaką autorka nakreśliła poszczególnych bohaterów. Dokładnie opisała ich wewnętrzne pragnienia, obawy i uczucia, co sprawia, że jeszcze mocniej przeżywamy ich historie. Pozycja jest niepowtarzalna, wyjątkowa. Jest magnesem, którego trudno się pozbyć. Osoby lubiące przygody znajdą w niej coś dla siebie.

 „Tygrysie wzgórza”, to jedna z lepszych powieści jakie miałam okazję czytać w ostatnich miesiącach, dostarczająca wielu cennych informacji, a do tego trudno będzie mi zapomnieć tak piękną historię zakazanej miłości w świecie indyjskiego społeczeństwa. Zdecydowanie polecam każdemu!
Copyright © 2016 Recenzyjka , Blogger