„Biała jak mleko, czerwona jak krew” Alessandro D'Avenia

Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 3.X.2011 r.
Ilość stron: 308
Źródło ilustracji: www.empik.com 

Historia młodych ludzi, którzy dopiero wkraczają w dorosłość. Uczą się czym jest życie, uświadamiają, jak budować relacje z innymi ludźmi, jak odróżniać dobro od zła. Współczesne love story.

Głównym bohaterem jest Leo, „młody gniewny”. Bezczelny, butny i pewien, że tylko on ma rację. Co istotne szaleńczo zakochany w dziewczynie ze szkoły. Świat utożsamia z konkretnymi barwami, według niego ukochana Beatrice jest czerwienią. Czerwień to krew, miłość, intensywność, chłopak uwielbia tą barwę. Nie znosi bieli, symbolizującej smutek, pustkę i samotność. Czerwień jak tornado wdziera się w życie młodego człowieka, powodując spustoszenie. Tak jak miłość, która raz daje, innym razem odbiera, powodując upadek i smutek. Pomóc może tylko bezpieczny i znany błękit, czyli przyjaźń w tym przypadku Sylvia. Osoba, która zna, wspiera i jest na każde zawołanie. Wszystkie te kolory mieszają się, tworząc niepowtarzalną paletę odcieni. To tak jak życie są nieprzewidywalne i zmienne. Leo wierząc, że Beatrice jest mu przeznaczona, podejmuje różnorakie działania chcąc ją zdobyć. Ogromnym wstrząsem jest dla niego informacja, że dziewczyna jest chora na białaczkę i umiera. Początkowy szok przeradza się w walkę o ukochaną, w której wspiera go dobra Sylvia.

Powieść według mnie przeznaczona jest w dużej mierze dla nastolatków. Przewidywalna i prosta historia nie zaskakuje. Zaletą jest ciekawe ukazanie uczuć i emocji za pomocą kolorów. Książka obfituje w wiele pięknych sentencji, z których można wiele wydobyć. Pokazuje, że nie wolno się poddawać i walczyć o ukochaną osobę. Malutki gest, czy słowo może zdziałać cuda. Słabości mogą okazać się siłą napędową, która buduje i zmusza człowieka do działania.

Alessandro D’Avenia burzy stereotyp nastolatka. W dużej mierze starsi ludzie uważają, że ci młodsi są pozbawieni zasad moralnych, nie dbają o takie wartości jak rodzina, oddanie, przyjaźń, czy miłość. Nie jest to, jednak prawdą, w młodych ludziach drzemie siła, która jest w stanie góry przenieść i walczyć do ostatniej kropli krwi o rzeczy najważniejsze. W obliczu śmierci, straty, czy zagubienia, potrafią stanąć na wysokości zadania.

Książka w piękny sposób traktuje o miłości, nie tej bezmyślnej i przelotnej, lecz głębokiej. Otwartej na drugiego człowieka. Myślę, że najlepszym podsumowaniem niech będzie cytat oddający całą prawdę o powieści.

„Miłość ma to do siebie, że potrafi znaleźć miejsce dla dwojga nawet tam, gdzie tego miejsca ledwo starcza dla jednego.”


„Zegarek z różowego złota” Richard Paul Evans

Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 3.VII.2013 r.
Ilość stron: 224
Źródło ilustracji: www.empik.com

„Zegarek ze różowego złota”, to powieść o poszukiwaniu miłości, przyjaźni bliskiej każdemu sercu. Wydawać, by się mogło, że taka jak inne oklepane historyjki, co nie jest do końca prawdą. Autor w prosty, wzruszający i pouczający sposób zwraca uwagę na ważne aspekty naszego życia.

Opisywane wydarzenia mają miejsce w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku. W czasach, kiedy rozwijał się nowy ład społeczny i kształtował się obraz współczesnego społeczeństwa. Jednym udawało się awansować, inni tracili wszystko, co posiadali. David to dobrze sytuowany człowiek, kolekcjoner zegarów, osoba bezgranicznie poświęcona pracy i zainteresowaniom. Wielu twierdzi, że należy do jednych z najszczęśliwszych ludzi na świecie. On sam, jednak ma jedno ogromne marzenie. Pragnie mieć obok siebie kochającą żonę i dzieci. Ten wieczny kawaler łaknie stateczności i rodziny. Z chwilą, gdy poznaje MaryAnn, zdaje sobie sprawę, że poznał kobietę swego życia. Stara się ze wszystkich sił, aby ją sobie zjednać. Nie jest to, jednak proste, gdyż dziewczyna ukrywa pewną tajemnicę, która wpłynie na ich decyzje i przyszłe życie

Autor opowiadając prostą historię, kreśli wartości istotne dla każdego. Podkreśla sens miłości, przyjaźni i oddania się drugiemu człowiekowi całym sobą. W cudowny sposób przedstawia bohaterów, ich pragnienia, pasje, marzenia, kłopoty i wątpliwości. Dodatkowo wskazuje jak ważną rolę w życiu człowieka pełni przyjaciel, gotowy oddać swoje życie za swego druha. Niezależnie od tego jakiego koloru ma skórę, skąd pochodzi, kim byli jego rodzice. Bo nie liczy się pochodzenie tylko braterstwo i bezgraniczne zaufanie.

Richard Paul Evans po raz kolejny mnie nie zawiódł. Posługuje się językiem pełnym ciepła, emocji, uczuć. W zajmujący sposób maluje obraz życia tamtejszych ludzi. Książkę czyta się szybciutko, dynamiczna akcja nie pozwala się nudzić. Pozycja momentami może być trochę przewidywalna, jednak zawiera wiele ciekawych informacji na temat zegarów i stosunków panujących w elitach amerykańskich początku XX wieku. Co ważne w powieści autora znalazło się miejsce na uczucia, gotowe pokonać każdą przeszkodę. Jeśli ktoś lubi wątki miłosne, momentami lekko sensacyjne, to na pewno się nie zawiedzie. Polecam.


"Dziecko niczyje" Michael Seed

Wydawnictwo: Promic
Data wydania: 2010
Ilość stron: 285
Źródło ilustracji : www.wydawnictwo.pl

Książka „Dziecko niczyje”, to mocna i wstrząsająca historia, która otwiera oczy i zwraca uwagę na to, że obok nas są ludzie, ciche istoty zdane na łaskę innych osób. Autor w mocny sposób opisuje swoje dzieciństwo, pełne brutalności, niesprawiedliwości i okrucieństwa.

Ojciec Michael Seed jest franciszkaninem i jedną z najsławniejszych postaci Kościoła katolickiego w Wielkiej Brytanii, przyjacielem koronowanych głów oraz polityków. W swojej książce dzieli się z czytelnikami historią swego dzieciństwa. Wydawać, by się mogło, że pisze o czasie niezwykle radosnym dla każdego człowieka. Niestety, nie dla o. Michaela, który z dzieciństwa pamięta przemoc, molestowanie seksualne, samobójstwo matki i znęcanie się nad nim w szkole. W jego głowie nie jeden raz pojawiały się myśli, aby przerwać tą gehennę. Jednak za każdym razem jakaś siła odciągała go od samobójstwa. Na temat swojej przeszłości milczał, dopiero po pięćdziesięciu latach odważył się ją wyjawić. Jak twierdzi „dla innych, żeby przestali się bać”.

Autor pisze prosto, żadnego ze swoich przykrych wspomnień nie owija w bawełnę. Zdumiewający jest fakt, jak dużo potrafiło znieść to dziecko, jaką miało siłę i wiarę w to, że będzie lepiej. W trudnych momentach był w stanie swoim małym ciałem chronić krzywdzoną przez męża ukochaną matkę. Wydawać, by się mogło, że ojciec powinien być tą osobą, która się troszczy o swego potomka i dba o niego, niezależnie od czego, czy jest jego biologicznym, czy adoptowanym dzieckiem. W tym przypadku okrucieństwo człowieka sięgnęło zenitu, potrafił wykorzystywać seksualnie, przypalać i bić do nieprzytomności niewinnego chłopca. Odczuwał z tego powodu wręcz satysfakcję. Wspomnienia o. Michaela przekraczają wszelkie tematy tabu. Opisy zwyrodniałych zachowań jego rodzica są odrażające, nie można go nawet nazywać ojcem, bo na to miano według mnie nie zasługuje. Trzeba być okropnym degeneratem, aby tak krzywdzić drugiego człowieka.  

Powieść tak mocno dotyka, ponieważ z jednej strony dotyczy niewinnego dziecka, a z drugiej cała do szpiku kości jest prawdziwa. Podziwiam autora, że był gotów wrócić do swoich wspomnień i głośno je opowiedzieć. Choć zawsze wydawało mi się, że żyję na tym świecie na tyle długo, że nic już mnie nie zaskoczyć. Jednak ta historia szokuje, dotyka i każe zapytać dlaczego to musiało się stać? Dlaczego pozwolono, aby cierpiało niewinne dzieciątko? Czytając wydawać, by się mogło, że ten horror się skończy nastąpi wybawienie i życie chłopca się zmieni. Dokonuje się to, jednak dużo później, kiedy jest już ukształtowanym człowiekiem, a jego główny oprawca nie żyje.

Książka jest zapisem drastycznych i wstrząsających wspomnień. Człowiekowi, który miał szczęśliwe i spokojne dzieciństwo trudno jest zrozumieć ogrom nieszczęścia i okrucieństwa wobec dziecka. Myślę, że należy sięgać po takie książki. One uczą nas, że nie wolno obojętnie przejść obok kogoś, kto jest krzywdzony. Nie możemy zamykać się w swoich cieplutkich i bezpiecznych domkach i zapominać, że jesteśmy ludźmi, którzy powinni reagować na cierpienie innych. Wszechobecna znieczulica sprawia, że nie chcemy i boimy się głośno powiedzieć co sądzimy na dany temat. Jednak ta pozycja pokazuje, że brakuje ludzi, którzy będą potrafili zareagować i głośno powiedzieć, że komuś dzieje się krzywda. 
Jak najbardziej polecam książkę.

Pragnę serdecznie podziękować Wydawnictwu Promic za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Nasza klasa - Natasza Socha"Nasza klasa" Natasza Socha


Wydawnictwo: E-bookowo
Data wydania: 2010
Ilość stron: 156
Źródlo ilustracji: www.e-bookowo.pl

Dzięki uprzejmości wydawnictwa e-bookowo.pl do moich rąk trafił zbiór opowiadań „Nasza klasa”.

Natasza Socha to polska pisarka i dziennikarka, autorka „Keczupu”, czy „Macochy”. Do tej pory nie miałam okazji poznania jej twórczości, zaczynając czytać „Naszą klasę” byłam ciekawa o czym będzie. Początkowo wydawało mi się, że pisarka chce opisać życie jakiejś szkolnej społeczności. Jednak szybko okazało się, że chodziło o portal Nasza-klasa i o to, jaki ma wpływ na ludzkie losy.

Książka składa się z różnorodnych opowiadań nie związanych ze sobą, jej bohaterowie to ludzie w różnym wieku, mieszkający w innych częściach kraju i świata, inaczej patrzący na życie i szkole lata. Wszyscy posiadają konto na wspomnianym portalu, który stanowi ich okno na świat, pozwala „śledzić” kolegów i znajomych z dzieciństwa. Poznajemy emerytowaną nauczycielkę języka polskiego poszukującą dawnego ucznia, Gucia przeczuwającego, że jego żona ma romans, kobietę szukającą swej dawnej miłości, przyszłą matkę oczekującą na narodziny dziecka i wielu innych. Pojawiają się wspomnienia pierwszych pocałunków, miłości, rozczarowań, pierwszej czekolady z Pewexu, czy dekatyzowanych dżinsów. Każda historia jest inna, jednak bohaterów łączy pewna tęsknota za ludźmi poznanymi w szkole, chęć szpiegowania i chwalenia się własnymi dokonaniami.

Sylwetki bohaterów są dobrze nakreślone, wielowymiarowe i naznaczone jakąś tajemnicą, którą autorka powolutku odkrywa. Sporo tu sekretów, życiowych wyborów tych dobrych i złych oraz zaduma, czy mogło się postąpić inaczej. Do tego ciekawy pomysł, silne emocje i spora dawna śmiechu. Bardzo ciekawa lektura. 

Z poczwarek w motyle - Patrycja Żurek"Z poczwarek w motyle" Patrycja Żurek


Wydawnictwo: E-bookowo
Data wydania: 2013
Ilość stron: 255
Źródło ilustracji: www.e-bookowo.pl

Powieść Patrycji Żurek porusza tak ważne kwestie, jak przyjaźń, miłość, zazdrość. Dotyka trudnych relacji rodzinnych i zwykłej szarej codzienności. Wydawać, by się mogło, że spraw prostych i nieciekawych, jednak autorce w ciekawy sposób udało się uchwycić te wszystkie zawiłości ludzkiego życia.

Pisarka przedstawia nam dwie przyjaciółki, Zuzannę matkę, żonę, gospodynię domową. Chociaż jest młodą kobietą, zachowuje się, jak staruszka niezadowolona ze swego życia. Miewa częste migreny, które przeszkadzają jej w normalnym funkcjonowaniu. Nieszczęśliwą kobietę odwiedza jej przyjaciółka Sylwia. Dziewczyna kilka lat temu przeniosła się do Niemiec, gdzie poznała niesamowitego mężczyznę, ma cudowny dom i wspaniałe życie. Wszystko to czego pragnęłaby Zuza. Pozory, jednak mogą mylić. Sylwia nie żyje w krainie wiecznego szczęścia, walczy ze smutkiem i goryczą. Kobieta zmaga się z duchami z przeszłości, dodatkowo bliska jej osoba jest umierającą. Obie panie będą musiały przewartościować swoje życie i przyjaźń. Podjąć decyzję, czy iść do przodu, czy cofnąć się. Krok do tyłu sprawi, że zamkną się w sobie i trudno będzie, im się na nowo otworzyć. Ten do przodu sprawi, że zwykła poczwarka zmieni się w niesamowitego motyla.

„Z poczwarek w motyle” to doskonałe połączenie ciekawie skomponowanej powieści obyczajowej i romansu. Z każdą stroną autorka pobudza zainteresowanie czytelnika. Atutem jest również narracja. Mamy okazję poznać dane wydarzenia z różnej perspektywy. Bohaterowie wydają się tacy bliscy i zwykli, razem z nimi przeżywany wzloty i upadki. Momentami mamy ochotę potrząsnąć nimi i pogrozić palcem.

Ta pozycja, to wielopłaszczyznowa powieść traktująca o sile kobiecej przyjaźni, trudnych relacjach rodzinnych, wcale nie łatwiejszych związkach damsko-męskich, pasjach, czy rodzicielstwie. Autorka uświadamia jak istotną rolę w naszym życiu pełni przyjaciel, taki prawdziwy i oddany. Potrafiący wesprzeć w trudnych chwilach, podsunąć rozwiązanie, czy po prostu wyciągnąć z otchłani rozpaczy i beznadziei.

Czytanie sprawiło mi wiele przyjemności, pochłonęłam ją w jeden dzień. Nie brakowało przy tym wzruszeń i wybuchów śmiechu. Polecam każdemu, kto ma ochotę poczytać o przyjaźni, rozstaniach i powrotach.

"Dziętnaście minut" Jodi Picoult

Wydawnictwo: Pruszyński i S-ka
Data wydania: 27.I.2009 r.
Ilość stron: 672
Źródło ilustracji: www.empik.com


„W dziewiętnaście minut można skosić frontowy trawnik, ufarbować włosy, obejrzeć tercję meczu hokejowego. Dziewiętnaście minut wystarczy, żeby zaplombować ząb, upiec ciastka, poskładać pranie pięcioosobowej rodziny.
W ciągu dziewiętnastu minut można się doczekać dostawy zamówionej pizzy. Przeczytać bajkę dziecku lub wymienić olej w aucie.
W dziewiętnaście minut można powstrzymać świat lub ewakuować się z niego na zawsze. Dziewiętnaście minut – tyle wystarczy, żeby dopełnić zemsty.”

Peter Houghton od początku swojej kariery szkolnej spotykał się z szykanami i poniżaniem ze strony innych dzieci. Próbował radzić sobie z tym różnie: nie reagował, sam był agresywny, lecz żadne z jego działań nie pomagało, wręcz sprawiało, że atak na jego osobę był jeszcze większy. Nikt nie wyciągnął do niego pomocnej ręki, nauczyciele bagatelizowali całą sprawę, a rodzice uważali, że powinien zapisać się do jakieś grupy sportowej, dzięki czemu jego problemy się skończą. Jednak z upływem czasu młody człowiek popada w coraz większą frustrację, jego emocje sięgają zenitu i chwyta za broń. Chłopak wchodzi do szkoły i zabija 10 osób, a wiele innych okrutnie rani. Ci co przeżyli nie mogą dojść do siebie, nękają ich koszmary, a na każdym kroku towarzyszy strach. Adwokat, który podejmuje się obrony oskarżonego będzie musiał dowieść, czy była to jego wina, czy jego oprawców.

Jodi Picoult po raz kolejny pokazała, że nie boi się dotykać tematów trudnych i kontrowersyjnych. Siłą książki autorki jest prowadzenie narracji z różnych perspektyw, co pozwala wniknąć w umysły wielu bohaterów, zarówno ofiar, jak i mordercy, możemy lepiej zrozumieć motywy jakimi się kierowali. Dodatkowym atutem jest rozbudowana psychologia postaci oraz interesujące wątki poboczne.

„Dziewiętnaście minut”, to nieprzeciętna pozycja. Autorka posuszyła kwestie trudne, z punktu widzenia moralnego i etycznego. To powieść o rozpaczliwej próbie przerwania szkolnego horroru. To głos wszystkich, którzy spotkali się z przemocą i poniżaniem w szkole i nikt nie wyciągnął do nich serdecznej ręki, nie wspierał w trudnych chwilach. Polecam :) 

„Jedna przegrana bitwa” Marcin Wolski

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: X.2013 r.
Ilość stron: 337
Źródło ilustracji: www.matras.pl

Marcin Wolski to pisarz, dziennikarz, satyryk, autor audycji radiowych oraz kabaretowych. Autor ponad trzydziestu powieści, a także kilkunastu zbiorów opowiadań, wierszy i tekstów satyrycznych. Muszę przyznać, że jest to moje pierwsze spotkanie z tego typu pisarstwem i na pewno nie ostatnie.

Literat w swojej książce wciąga nas w świat zupełnie inny niż ten, który znamy. Poznajemy rzeczywistość pełną spisków, szpiegów i donosicieli. Powieść rozpoczęto w roku 1968, głównym bohaterem jest Marcin Wolak, student historii na Uniwersytecie im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie. Należał do osób, które gloryfikowały system, instytucje oraz „wielkich komunistów”. Od dziecka wychowywała go matka. Wedle jej słów mąż zostawił ją i syna dla innej kobiety. Nie małym zaskoczeniem był dla niego fakt, że jego ojciec okazał się bohaterem wojennym, człowiekiem oddanym własnemu krajowi i rodzinie. Dowiaduje się tego wszystkiego z zapisów swego rodzica, które dziwnym zrządzeniem losu trafiają w jego ręce. Młody człowiek poznaje prawdę historyczną według, której cały porządek polityczny i społeczny zależy od jednej bitwy, którą wygrali bolszewicy. Chodzi o tak ważny dla Polaków „Cud nad Wisłą”, którym obecnie się chełpimy i z którego jesteśmy dumni. Powieść koncentruje się na przedstawieniu wizji świata, w którym bolszewicy wygrywają bitwę warszawską. Fala komunizmu zalewa poszczególne kraje Europy, dociera do niektórych regionów Azji i Afryki.

Takie alternatywne ukazanie historii jest bardzo ciekawym sposobem nawiązania do świata rzeczywistego i skomentowania go. Dla Czytelnika jest swego rodzaju krzywym zwierciadłem, w którym może się przeglądać i dostrzegać te przerażające odkształcenia rzeczywistości. „Jedną przegraną bitwę” można odbierać na wielu płaszczyznach z jednej strony widzimy tylko biednych ludzi, którzy żyją pod dyktando reżimu i nie mają tak naprawdę innego wyjścia jak mu się poddać. Można dostrzec także, ważność niektórych wydarzeń historycznych, które przesądziły o losach ludzkości i spowodowały, że nasze obecne życie wygląda tak, a nie, inaczej. Dodatkowo spostrzegamy jak znaczącą wartością jest wolność, nie tylko ta fizyczna, ale przede wszystkim duchowa, która stanowi siłę napędową każdego wolnego państwa. Komunizm był murem, który hamował indywidualizm i kreatywność. Tłamsił wszystko to, co piękne i ważne dla człowieka. Miejmy nadzieję, że rzeczywistość przedstawiona przez Marcina Wolskiego nigdy nie będzie miała miejsca, a Polacy zawsze będą gotowi na obronę własnych przekonań.

Mnie osobiście przeszkadzała momentami tylko jedna rzecz, mianowicie sama studiuję historię i irytowały mnie zniekształcone wydarzenia historyczne, choćby te dotyczące Józefa Piłsudskiego, czy Stalina. Oczywiście, cały czas powtarzałam sobie, że o to chodzi w tej książce i dlatego tak zostały ukazane. Jednocześnie bardzo mocno urzekła mnie w książce osoba Jana Pawłowicza. Bohatera tak ciepłego i zaangażowanego w polską sprawę, pod tym imieniem i nazwiskiem kryje się Jan Paweł II. Przytoczono słowa papieża, jego nauczanie oraz w jakimś stopniu życiorys wielkiego Polaka.

Autor pokazał swój ogromny talent, którego może mu pozazdrościć niejeden pisarz. Płynnie buduje historię, bez prowadzenia Czytelnika na siłę za rękę. Zaskakująca intryga, ciekawy język oraz celna analiza sprawia, że czytanie jest przyjemnością, a historia nie była banalną opowiastką. Styl pisarki jest przystępny, pozbawiony udziwnień i skomplikowanych zwrotów. Wszystko to sprawia, że treść jest niezwykle bogata i ani przez moment nie zniechęca do siebie.

Pozycję można polecić każdemu, kto nie miał tej przyjemności spotkania się z twórczością Marcina Wolskiego. Jak każda książka posiada wady, ale według mnie stają się całkowicie nieistotne podczas czytania. Z każdą przeczytaną stroną odczuwa się przyjemność i zachęca to do sięgnięcia po inne dzieła autora.

Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego

"Lato w Savannah" Beth Hoffman


Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 7.II.2012 r.
Ilość stron: 344
Źródło ilustracji:  www.matras.pl


Każdy, kto nałogowo czyta książki zna to uczucie, kiedy całkowicie przypadkiem trafia na tytuł, który intryguje. Sięga po niego i z każdą następną stronicą odkrywa kolejne tajemnice. Dzięki temu książka pozostaje w sercu na długo, często się do niej wraca, żeby ogrzać się jej ciepłem.

Beth Hoffman w swojej powieści zabiera Czytelników do Savannah. Pięknego i malowniczego miejsca. „Lato w Savannah” to opowieść o życiu dwunastoletniej Cecelii Rose Honeycutt, zwaną Cee Cee. Dziewczynka opiekuje się swoją matką, kobieta cierpi na chorobę psychiczną. Niestety, mała jest pozostawiona sama sobie, jej ojciec oddając się pracy nie wspiera żony i córki. Na jego obronę można powiedzieć tylko, tyle że sam czuje się zagubiony, nie potrafi funkcjonować w rodzinie, w której nie ma oparcia w żonie. Jedyną pomocą dla Cee Cee jest jej sąsiadka Gertruda, która wspiera dziewczynkę jak tylko może. Niestety, dochodzi do tragedii, matka Cecelii ginie potrącona przez samochód. Jej ojciec oddaje ją pod opiekę ciotecznej babki Talluli, kobiety rozsądnej i pełnej optymizmu. Tallula wkłada całe swoje serce w pomoc dziewczynce, pragnie za wszelką cenę przywrócić małej utracone dzieciństwo.

Autorka posługując się prostymi słowami maluje interesującą historię, która uczy i wzrusza. „Lato w Savannah” to książka pełna ciepła, nadziei, posiada w sobie to „coś” co sprawia, że pozostanie za mną na bardzo długo.

Książkę polecam wszystkim, którzy lubią czytać o życiu, o jego blaskach i cieniach, o tym, że jest ono nieprzewidywalne. Tak wiele zależy od nas samych i tego, czy będziemy wytrwali w swojej walce o szczęście, nie skapitulujemy i nie oddamy go walkowerem. Mam nadzieję, że w momentach trudnych każdy będzie miał koło siebie taką dobrą Tallulę, która poświęci nam swój czas i wysłucha. Polecam książkę

"Tygrysie wzgórza" Sarita Mandanna


Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 29.VI.2011 r.
Ilość stron: 472
Źródło ilustracji: www.uroda.com

Należy przyznać, że temat miłości podejmowany jest w wielu książkach. Literatura kobieca pokazuje nam miłość w iście kopciuszowskim stylu. Mamy dziewczę pragnące wielkiej miłości pojawia się ten upragniony książę na białym rumaku. Oczywiście, aby akcja zawierała chwile grozy przeszkadza, im jakaś zła macocha bądź wredna siostra. Koniec końców i tak są razem żyją długo i szczęśliwie. Ja się pytam, gdzie ich kłótnie? gdzie wspólne rozterki? No cóż tego problemu nie mam z książką „Tygrysie wzgórza”.

Sarita Mandanna podjęła się zadania opowiedzenia o niesamowitej odwadze i wewnętrznej sile. Książka dotyka różnych rodzajów miłości i uczuć, jakie może żywić kobieta do mężczyzny oraz mężczyzna do kobiety. Początkowo stykamy się z miłością przyjaciół – Dewi i Dewanny. Oboje nierozłączni, towarzyszą sobie w wielu zadaniach. Tego typu uczucie rozwija się powoli, ludzie ci znają się od dłuższego czasu. Nie szukają jej, ale odnajdują w trakcie zwykłych czynności. Tą miłość odkrywa przede wszystkim Dewanna. Chłopak orientuje się, jak bliska jest mu przyjaciółka. Jednak Dewi podczas tygrysiego wesela zakochuje się w Maću, pogromcy tygrysów. Uczucie dziewczyny jest odwzajemnione, jednak dochodzi do tragedii, która zaważy na życiu wszystkich.

Czytając tą książkę ma się wrażenie, że magia wypływa z niej strumieniami, wystarczy spojrzeć, a można stwierdzić, że będzie to cudowna historia. Autorka przebiera słowami, niczym czarodziej, jej słowa są ciekawe i realistyczne. Opisuje drobne czynności w niezwykły sposób co sprawia, że nie chce się od niej oderwać. Szczerze mówiąc wyobrażałam sobie troszkę, inaczej historię Dewi, ale nie zawiodłam się. Wręcz zostałam urzeczona i mile zaskoczona.

Książka dotyka również sposobu życia w Indiach, kraju niezwykle pociągającego. Narracja została ciekawie skonstruowana nie nudzi, jest płynna. Od samego początku Czytelnik jest wrzucony w wir intryg i tego niesamowitego klimatu. Z czasem zaczyna mu się wydawać, że sam uczestniczy w opisywanych wydarzeniach. Warto zwrócić uwagę na skrupulatność z jaką autorka nakreśliła poszczególnych bohaterów. Dokładnie opisała ich wewnętrzne pragnienia, obawy i uczucia, co sprawia, że jeszcze mocniej przeżywamy ich historie. Pozycja jest niepowtarzalna, wyjątkowa. Jest magnesem, którego trudno się pozbyć. Osoby lubiące przygody znajdą w niej coś dla siebie.

 „Tygrysie wzgórza”, to jedna z lepszych powieści jakie miałam okazję czytać w ostatnich miesiącach, dostarczająca wielu cennych informacji, a do tego trudno będzie mi zapomnieć tak piękną historię zakazanej miłości w świecie indyjskiego społeczeństwa. Zdecydowanie polecam każdemu!

"Miłość w czasch zarazy" Gabiel Garcia Marquez


Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 2000
Ilość stron: 437
Źródło ilustracji:  www.empik.com

Ciekawa lektura z pogranicza literatury obyczajowej i romansu. Jedno co zawsze cechuje książki Gabriela Garcii Marqueza to nieprzeciętnie interesująca akcja, intrygujący bohaterowie, pełni sprzecznych emocji i namiętności. Dodatkowym atutem jest zaskakujące zakończenie. Pomysł na książkę jest świetny, zakochany do szaleństwa we Feminie Florentyn, pisze do swojej ukochanej listy miłosne. Oboje zdają sobie sprawę z tego, że trudno będzie im być razem. Ich znajomość zostaje zakłócona przez nagły wyjazd dziewczyny. Mężczyzna popada w rozpacz i zwątpienie, kilka lat walczy z uczyciem do swojej miłości. Kiedy Femina wraca, zdaje sobie sprawę z tego, że nie kocha swojego dawnego adoratora, wychodzi za mąż za mejscowego lekarza. Jednak dla Florentyna to nie koniec tylko początek walki o dawną wybrankę serca. Magiczny język autora, który pisze niejednoktotnie o błahych rzeczach, jednak ubiera to w takie słowa, że mnie osobiście zachwyca. 
Ja jak najbardziej kupuję tą książkę i polecam innym czytelnikom.

"Telefon od anioła: Guillaume Musso

Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: wrzesień 2012
Ilość stron: 416
Źródło ilustracji: www.empik.com

Guillaume Musso, to znany pisarz, absolwent ekonomii, z zawodu nauczyciel. Debiutował thrillerem, jest autorem licznych publikacji.
Ciekawa i intrygująca opowieść o miłości i ludzkim życiu. Początkowo wydawać, by się mogło, że mamy do czynienia z kolejnym romansem, jednak zagłębiając się w lekturę stykamy się z thrillerem. Wszystko, to skutkuje dobrą książką o losach dwojga ludzi. Madeline i Jonathan podczas pobytu na lotnisku wpadają na siebie, co jest początkiem ciekawej historii. W wyniku tego spotkania przypadkowo zamieniają telefony. Ona leci do Paryża, On do San Francisco. Kiedy zdają sobie sprawę z tego, że doszło do pomyłki, postanawiają wymienić się. Jednak, zanim do tego dojdzie zwycięży ciekawość. Oboje przejrzą zawartość urządzeń, trafią na ciekawe informacje o tej drugiej osobie. W miarę odkrywania kolejnych sekretów ich ciekawość będzie rosła. Okaże się, że oboje łączy pewna osoba z przeszłości, która być może zaważy na ich dalszej znajomości.
Sam temat wydaje się nieco banalny kolejna historia o miłosnych uniesieniach. Ale właśnie, to niekonwencjonalne ujęcie losów dwojga bohaterów nadają tej książce wartości. Autor doskonale odtworzył emocje nierozerwalnie związane z takimi uczuciami jak miłość, oddanie czy odrzucenie. Zwykłe życie przeplata się z dawnymi przeżyciami, które miały wpływ na obecną sytuację bohaterów. Ich drogi przypadkowo się skrzyżowały, co poskutkowało niecodziennymi wydarzeniami.
Warto wspomnieć o geniuszu Musso, połączył dynamiczną akcję z ciekawymi dialogami, co potrafi przykuć czytelnika do książki na długie godziny.


"OSTATNIE LATO W MAYFAIR" THERESA REVAY

"OSTATNIE LATO W MAYFAIR" THERESA REVAY
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 6.XI.2013 r.
Ilość stron: 512
Źródło ilustracji: www.fabryka.pl

Początek XX wieku był okresem gwałtownych przemian. Nadszedł czas, kiedy to stare rody arystokratyczne odeszły w niepamięć, przestały odgrywać tak znacząca role jak w wiekach poprzednich. Rewolucja przemysłowa przyniosła szereg zmian, na ulice wyszły kobiety pragnące praw wyborczych oraz ludzie z nizin społecznych marzący o godnym życiu.

W tych niespokojnych czasach przyszło żyć bohaterom książki Theresy Revay. Akcja rozpoczęła się w roku 1911, kiedy to rodzina Rotherfieldów organizuje na cześć Victorii bal. Uroczystość zostaje zakłócona przez wybryki siostry Evangeline, która walcząc razem z sufrażystkami trafia do więzienia. Z opresji ratuje ją Julian, najstarszy syn i dziedzic. Człowiek poważny i bardzo surowy dla swoich najbliższych, po śmierci ojca, on przejmuje opiekę nad najbliższymi. Można stwierdzić, że zdobywa nad nimi władzę, są od niego zależni. Osobą działającą wbrew jego woli jest właśnie Evie. Ta niezłomna dziewczyna nie poddaje się i wbrew bratu bierze udział w burdach organizowanych przez działaczki ruchu na rzecz kobiet. Do niepokornych członków rodziny należy, także Edward, człowiek lekkomyślny i próżny. Aby ratować się przed bankructwem podejmuje decyzję o uczestnictwie w zawodach lotniczych. Na przeciw mężczyźnie staje Pierre, Francuz okrutnie doświadczony przez los. Aby wygrać turniej obaj są zdolni do wielu wyrzeczeń. Wynik rywalizacji jest zaskakujący. Młoda śmietanka arystokratyczna bierze udział w licznych balach i zabawach, mało kto myśli poważnie o życiu. Ich beztroski byt zostaje przerwany przez wybuch I wojny światowej w 1914 roku. Mężczyźni zostają zmobilizowani do wojska, kobiety pełnią funkcje pielęgniarek i opiekunek rannych żołnierzy. Od tamtej pory nic już nie będzie takie samo, zmieni się porządek społeczny, ewolucji ulegnie także pozycja kobiety.

Autorka w doskonały sposób pokazała realia, w jakich przyszło żyć tym ludziom. W obliczu przemian społecznych, politycznych, wojny ludzie ujawniają swoje prawdziwe postawy – jedni odwagę i konformizm, inni tchórzostwo. Działania wojenne weryfikują przyjaźnie i więzy rodzinne. Pisarka opisała okrucieństwo toczonych działań wojennych, nie zapomniała o tym, że I wojna światowa, była tym konfliktem, który doprowadził do ogromnych zmian w ludziach umysłach. Żołnierze nie potrafili otrząsnąć się z traumy wywołanej wojną. Często nie radząc sobie z emocjami popełniali samobójstwo, często nie odnajdywali się w powojennych warunkach. Kobiety zostawały same z maleńkimi dziećmi, aby mieć za co żyć podejmowały jakąkolwiek pracę. Mogły zarabiać i utrzymywać swoich najbliższych, co było nie do pomyślenia wcześniej. Jednak obok tych okropnych wydarzeń nadal królowała miłość, to ona utrzymywała tych młodych chłopców przy życiu. Podtrzymywała na duchu dziewczęta czekające na swoich ukochanych. Mówi się, że bardzo często trwała tylko do końca wojny, wraz z jej zakończeniem kończyła się. To jednak trzeba pamiętać, że była tą siłą, która budowała nie niszczyła. Co było przeciwwagą do wszechobecnej śmierci.


Doskonale widać, że pisarka poświęciła dużo czasu na zaznajomienie się z pracami historycznymi. W sposób autentyczny opisała warunki w jakim przyszło żyć żołnierzom na froncie, walkę pielęgniarek i sióstr zakonnych o życie rannych. W realistyczny sposób przedstawiła działania angielskich sufrażystek. Książka przedstawia mozaikę przemian społeczno-politycznych dokujących się na początku XX wieku, jest ona świetną pozycją dla wszystkich, którzy interesują się tym okresem historycznym. 

"Dobre kobiety z Chin. Głosy z ukrycia" Xue Xinran

Wydawnictwo: W.A.B
Data wydania: 31.I.2008 r. 
Ilość stron: 304
Źródło ilustracji: www.empik.com

Xue Xinran jest dziennikarką, przez pewien czas prowadziła w Nankinie audycję radiową poświęconą chińskim kobietom. Niestety, musiała wyjechać do Londynu, ponieważ Chiny nie stanowią dobrego miejsca na wyrażanie swojego zdania.

Treść książki doskonale opisuje następujący cytat: „Jest już za późno, by przywrócić młodość i szczęście Hua’er i innym kobietom, które przeżyły „rewolucję kulturalną”. Kobiety te ciągną za sobą wielkie czarne cienie wspomnień”.  Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z ich trudnego życia, choć na temat Dalekiego Wschodu przeczytałam niejedną książkę. Autorka przytaczając wywiady, listy i wspomnienia nakreśla tragiczną sytuację chińskich kobiet, którym przyszło żyć w XX wieku.. Muszę przyznać, że należę do osób, które trudno jest zaskoczyć, pisarce niestety się udało. Czemu piszę niestety? Dlatego, że przedstawiła okrucieństwo z jakim musiały radzić sobie te matki, córki, żony, czy babcie. Mężczyźni dopuszczali się przemocy, gwałtów. Bardzo często zdarzało się tak, że stręczycielami okazywali się najbliżsi. Ich wartość oceniano tylko na podstawie użyteczności, jeśli jest ona w stanie pracować, rodzić dzieci i zaspokajać potrzeby swojego „pana i władcy”, to jest jej troszkę lżej.

W książce przytoczono historie kilku Chinek, w pamięci utkwiła mi jedna z nich. Dotyczyła kobiet mieszkających na Wzgórzu Wołania. W tym miejscu swoje siedziby (jaskinia według mnie nie zasługuje na miano domu) miało kilka rodzin. Mężczyzna chcąc zdobyć żonę bardzo często ją kupował, zdarzało się także tak, że wymieniał na inną. Pracowały od świtu do zmierzchu, w czasie choroby i w zaawansowanej ciąży. Tuż po porodzie wracały do swoich codziennych czynności. Co było dla nich szczytem marzeń? Urodzenie chłopca…dlaczego? Wówczas wzrastała ich wartość, a dodatkowo po porodzie w nagrodę mogły zjeść surowe jajko. Zazwyczaj rodzina posiadała jedną parę spodni dla dzieci, więc każde miało swój dzień, kiedy mogło je założyć i wyjść ubrane. Pisarka, oprócz tego opisała historię córki generała, śmieciarki, lesbijki czy kobiety, która czekała na swoją miłość czterdzieści pięć lat. Każda inna, ale wszystkie do siebie podobne, urodziły się w czasach i miejscu, gdzie nie stanowiły żadnej wartości. Myślę, że na całym świecie żyją takie ciche istoty, którymi się pogardza. Jednak należy, z drugiej strony powiedzieć, że są i takie, które biorą życie we własne ręce i walczą o ideały i marzenia, nie poddają.


Autorka w swojej książce przekazuje informacje w sposób rzeczowy wręcz z dziennikarską precyzją. Nie brakuje w niej jednak emocji, uczuć oraz osobistego komentarza pisarki. Czytelnik ma szansę poznać dzieciństwo dziennikarki, zaznajomić się z jej aktualną sytuacją. Pozycja ta należy do grona tych, które pochłania się z niezwykłą szybkością. Stanowi ona doskonałe źródło do zapoznania się z realiami panującymi w Chinach, także w tych współczesnych. 

"Tańcząc na rozbitym szkle" Ka Hancock
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 7.II.2013 r.
Ilość stron: 608
Źródło ilustracji: www.matras.pl

„Tańcząc na rozbitym szkle”, to debiut literacki Ka Hancock. W dużej mierze pisząc ją autorka inspirowała się historiami swoich pacjentów. Sama z zawodu jest pielęgniarką oraz psychologiem. Stworzyła fantastyczną historię o ludziach, ich radościach i smutkach. Wydawać, by się mogło, że będzie to kolejna opowieść o niespełnionej miłości, romansach i zdradach. Otóż nie, opowiadanie chwyta za serce i na długo nie można o niej zapomnieć.

Książka opowiada historię pewnej ciekawej pary, oboje poznali się na przyjęciu urodzinowym, zorganizowanym przez siostrę Lucy. Od razu przypadli sobie do gustu, jednak Mickey bał się związku, wręcz bronił się przed nim. Tuż po imprezie Lucy dała mu swój numer telefonu i czekała cierpliwie na odpowiedź. Niestety, brak odzewu ze strony mężczyzny utwierdził ją w przekonaniu, że to tylko jej wyobraźnia spłatała jej figla. Sytuacja się zmieniła, gdy siostra dziewczyny trafia do szpitala, tam też spotyka Mickeya. Dowiaduje się, że ten cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową. Nie chciał angażować się w nic, bo to zniszczyłoby życie tej drugiej strony. Młoda kobieta nie poddaje się, zdobywa serce mężczyzny i pełni nadziei na przyszłość biorą ślub. Można, by rzec, że będą żyć długo i szczęśliwie. Nic mylnego, co jakiś czas mąż kobiety trafia do szpitala na hospitalizację, ona sama walczy z nowotworem. Oboje postanawiają stworzyć listę rzeczy, których nie mogą robić bądź posiadać, podejmują decyzję, że nie będą mieli nigdy dzieci. Nie jest to łatwa decyzja, ale nie chcą przekazywać swoich chorób następnym pokoleniom. Kiedy wydawać, by się mogło, że wszystko zaczyna wracać do normy, Mickey kończy leczenie, Lucy nie ma nawrotu choroby okazuje się, że kobieta jest w ciąży. Oboje są w szoku, boją się, jednak zdają sobie sprawę z tego, że to początkowo niechciane dziecko jest darem, którego nie planowali, ale pokochali je. Niestety, Lucy dowiaduje się, że ma nawrót choroby, musi poddać się aborcji, aby uratować własne życie. Wówczas staje przed najtrudniejszym dylematem, to od niej zależy życie jej nienarodzonego dzieciątka. Kobieta podejmuje decyzję, która szokuje najbliższych kobiety.

Czytając książkę poznajemy przeszłość obojga bohaterów, dodatkowo zapoznajemy się z ich przemyśleniami. Nie ma jednolitej fabuły co sprawia, że akcja jest dynamiczna, momentami wręcz zaskakująca. Tutaj nie ma mowy o czytaniu, ale pochłanianiu treści oczyma oraz sercem. W głowie pojawiają się pytania, czy ja bym tak postąpił/postąpiła? Czy miałbym/miałabym taką odwagę?

Autorka w fantastyczny sposób ukazała relacje międzyludzkie. Podkreśliła jak ważna jest miłość do drugiego człowieka. Nie chodzi tylko o tą sympatię do męża czy żony, ale sąsiadów, ludzi, których spotykamy, na co dzień. W sposób nietuzinkowy dotknęła bardzo trudnych tematów, jakim jest choroba czy aborcja. Opowieść chwyta za serce, momentami masz ochotę potrząsnąć bohaterem, ale w trudnych chwilach chcesz go przytulić i powiedzieć, że będzie dobrze. Nie jest to tylko zwykła książka, zawiera w sobie ważną naukę. Mianowicie każdego dnia należy dbać o miłość, pielęgnować ją. Każda chwila powinna być celebrowana, bo nie wiadomo kiedy nadejdzie koniec i zabraknie nam tej ukochanej osoby. Jak mówi klasyk „Śpieszmy się kochać ludzi…”


Malinche. Malarka słów - Laura Esquivel„Malinche Malarka słów” Lauren Esquivel
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 17.VII.2013 r.
Ilość stron: 238
Źródło ilustracji: www.znak.com.pl

Uwielbiam czytać o kobietach pochodzących z różnych okresów historycznych, kultur czy grup społecznych. Autorka Laura Esquivel opowiedziała dzieje Malinalli, bohaterce licznych podań oraz legend azteckich. Nie jest ona postacią jednoznaczną z jednej strony oskarżana o zdradę swojego ludu, z drugiej uważana za obrończynię swojej ojczyzny. Sama pisarka nie ocenia Malinalli daje tą możliwość czytelnikowi, pozwala na zapoznanie się z jej ciekawą historią.

Tytułowa bohaterka od najmłodszych lat była wychowywana przez ukochaną babcię. Obie były dla siebie całym światem, babka uczyła dziecko podstawowych prawd rządzących życiem. Toteż kiedy starsza kobieta umiera, dziewczyna zostaje sama, na domiar złego jej matka oddaje ją. Malinche zostaje niewolnicą. Od tej pory jej życie nie jest już takie samo, często zmienia miejsca zamieszkania, właścicieli. Za każdym razem kiedy to następuje, odczuwa ogromny żal do siebie, obwinia się, że nie potrafi wykonywać swojej pracy dobrze. Sytuacja kobiety ulega jednak zmianie, kiedy do Nowego Świata przybywają Hiszpanie. Na ich czele stoi Hernan Cortes. Człowiek nienasycony, pełen rządzy zdobywania, nie dba o życie ludzkie. Malinche zostaje jego tłumaczką oraz kochanką, wierzy, że dzięki swojemu poświęceniu uratuje swój lud. Jej działania mają różny skutek, sam Cortes człowiek egoistyczny nie docenia jej zabiegów, nie dba o jej uczucia i opinie. Troszczy się tylko o swoje interesy, nie liczy się z kulturą oraz tradycjami azteckimi. Co prowadzi do ogromnej tragedii…


Po przeczytaniu tej książki czułam lekki niedosyt. Fabuła była mało skomplikowana, niewiele wątków dodatkowych. Autorka w prosty sposób przedstawiła historię Malinalli, co według mnie prowadzi do tego, że historia nie jest ciekawa. Oczywiście walorem jest to, że z jednej strony czytelnik sam może ocenić bohaterkę, z drugiej pisarka zawarła w pozycji wiele informacji dotyczących kultury, wierzeń Azteków. Ta ciekawa cywilizacja niejednokrotnie pomijana posiadała ogromne bogactwo, o których współcześnie się nie pamięta. Owa książka jest taką namiastką tego obszaru kulturowego, który warto poznać.

„Dziewczyna w błękitnej sukience” Gaynor Arnold
Wydawnictwo : Znak
Data wydania: 17. IX.2012 r. 
Ilość stron: 512
Źródło ilustracji:  www.znak.pl


Na tą książkę polowałam w bibliotece od dłuższego czasu, kiedy wreszcie wpadła w moje ręce zabrałam się do czytania. Muszę przyznać, że wiązałam duże nadzieje z nią. Jednak nie do końca odpowiada mi ta historia.
Autorka opisuje miłość Arnolda i Dorothei, którą pieszczotliwie najbliżsi nazywali Dodo. Ich dzieje są odzwierciedleniem życia Dickensów, jednakże pisarka zastrzega, że nie jest to dokładnie zrelacjonowanie tego co się między nimi działo. Opowieść zaczyna się w chwili śmierci głównego bohatera, opłakuje go cała Anglia. Ze stratą nie może sobie także poradzić jego żona, która co zdumiewające od dziesięciu lat nie miała kontaktu z mężem. Bieżące wydarzenia są dopełnione przez historie opowiadane przez Dodo, która przypomina sobie początki ich znajomości, rozwój uczucia oraz problemy małżeńskie. Dzięki jej opowieści poznajemy prawdziwe oblicze wielkiego pisarza. Alfred cieszył się powszechnym szacunkiem, wspierał biedotę, pomagał początkującym aktorom, jednak w swoim domu był ekscentrycznym dziwakiem, poniżającym własną żonę. Dodo była bezgranicznie oddana małżonkowi, nie potrafiła mu odmówić, zawsze była gotowa, aby mu służyć. Niestety ta toksyczna miłość oraz inne przyczyny spowodowały, że Dorothei musiała opuścić swój dom i zamieszkać w niewielkim mieszkanku z dala od swoich dzieci. Nie chciała jednak odchodzić, była gotowa poświęcić swoje dzieci, aby Alfred nadal był jej bliski. W czasie czytania dostrzegamy pewną przemianę, jaka dokonała się w postawie kobiety. Widzimy, zmiany w postrzeganiu swego męża. Dowiadujemy się, czy udało się jej spotkać z dziećmi.


Muszę przyznać, że momentami książka była nurząca, nie wiedzieć czemu autorka skupiała się na nic nie znaczących epizodach. Sama postawa Dodo była irytująca, nie podjęła działania, nie zaryzykowała kontaktu ze społeczeństwem przed śmiercią męża, nie walczyła o szczęście rodziny. Z drugiej strony czuję, że muszę ją bronić, ponieważ XIX wiek to czas, kiedy kobiety zaczynały dopiero swoją walkę o niezależność. Walorem książki jest niewątpliwie obraz sytuacji kobiet w opisywanym czasie, nie jest on może wyrazisty, lecz ubogaca całą historię. 


 "Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn" James Canon
Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn - James Cañón
      

Świat Książki
Data wydania: 5.XII.2012 r.
Ilość storn: 200
Źródło ilustracji: www.publio.pl

Książka Jamesa Canona była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Przed jej przeczytaniem wydawało mi się, że będzie to realistyczna pozycja poświęcona kobietom pozostawionym samym sobie w niewielkiej wiosce. Biedactwa te nie będą mogły sobie poradzić bez męskiego czynnika i na pewno postradają zmysły albo jeszcze gorzej wszystkie poumierają. Po zapoznaniu się z  książką długo nie mogłam wyjść z podziwu dla autora, który ukazał siłę i pomysłowość niewiast. Potrafił w tak lekki sposób poruszyć wiele zagadnień związanych z funkcjonowaniem wspólnoty. Ale może po kolei kilka słów na temat treści.

Główna akcja rozgrywa się w małej kolumbijskiej wiosce Mariquita. Pozornie szczęśliwe życie zostaje nagle przerwane, kiedy do miejscowości przybywają partyzanci, siłą wcielają wszystkich mężczyzn do swojej armii. Na miejscu pozostają kobiety, ksiądz (nomem omen ciekawy przypadek),  jeden mężczyzna (okazuje się, że jest gejem) oraz chłopiec, przebrany za dziewczynkę. Społeczność wydawać, by się mogło jest skazana na zagładę, jednak na jej czele staje Rosalba viuda de Patino. Przyjmując stanowisko naczelniczki postanawia, przywrócić dawną świetność miejscowości. Z czasem realizuje swoją wizję zaczynając od modernizacji budynków, infrastruktury czy gospodarstw. Chcąc uchronić swoją małą ojczyznę realizuje politykę prokreacyjną z księdzem w roli głównej. Niesie ona za sobą zaskakujące skutki. Jednym z nielicznych nowinek, jakie zostają wprowadzone jest kalendarz, całkowicie podporządkowany kobietom, mianowicie czas liczy się według menstruacji, każda z nich dodatkowo spina się po kolejnych stopniach prowadzących do doskonałości. Oczywiście, pojawiają się liczne problemy, z którymi płeć piękna sobie nie radzi, ale nie będę zdradzała, z kim, z czym i dlaczego, bo warto samemu się tego dowiedzieć.
Dodatkowo poszczególne rozdziały są przeplatane wspomnieniami walczących mężczyzn, niejednokrotnie bardzo drastyczne, ukazują tragedię tych ludzi. Są to zarówno młodzi chłopcy, którzy mają na swoim koncie wiele mordów, jak i starsi mężczyźni, negujących działania militarne.

Czytając tę książkę można przenieść się w świat niezwykłych ludzi, bardzo mocno doświadczonych przez los. Jednak te jednostki nie poddają się i biorą życie w swoje ręce. Ciekawa historia, magia, czar i piękny język sprawia, że czytanie jest nie lada przyjemnością. Zachęcam wszystkich, bo warto od czasu do czasu przenieść się do świata, w którym rządzą tylko kobiety. 

 "Podarunek" Richard Paul Evans

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2009
Ilość stron: 335
Źródło ilustracji: forum.gazeta.pl

Książkę „Podarunek” przeczytałam w jeden dzień. Nic się nie liczyło, nic nie miało znaczenia. Tylko ja, moje łóżko i ta jedyna rzecz. Piękna i refleksyjna pozycja umiliła mi czas.

Natan Hurst człowiek skryty, noszący w sercu pewien sekret, cierpi na chorobę Tourette’a. Jednak nie przeszkadza mu ona w odnoszeniu sukcesów w pracy. Zawodowo zajmuje się wyłapywaniem pracowników-złodziei w sieci sklepów muzycznych, bardzo dużo podróżuje. Podczas powrotu do domu poznaje na lotnisku Addison i jej dwójkę dzieci, Elizabeth oraz Collina. Chłopiec od lat choruje na białaczkę, matka z całych sił walczy o życie syna. Spotkanie to prowadzi do niezwykłych zdarzeń, jakie wydarzą się w życiu Natana. Okazuje się, że Collin  posiada piękny dar, uzdrawiania ludzi. Doznaje tego sam mężczyzna, któremu ustępują objawy choroby. Niestety kiedy dzieli się swoim darem, dziecko traci siły. Matka chcąc chronić go, nie pozwala wspominać o tej mocy.

            Niestety sprawa ta wychodzi na jaw, kiedy Collin uzdrawia potrąconego psa. Sprawczyni wypadku, widząc ten cud, błaga matkę chłopca, aby ten uleczył jej umierającego syna. Nie udaje się tego zachować w tajemnicy, pod domem rodziny pojawiają się obcy ludzie, proszący o pomoc, media żądne sensacji. Natan chcąc pomóc kobiecie ukrywa ją i dzieci, sam także próbuje rozliczyć się z przeszłością. Czy bohaterowi uda się pogodzić z matką? Jaką rolę w życiu Addison i jej dzieci odegra jej były mąż?  Co stanie się z Collinem?


            Książka ta dotyka trudnego problemu choroby, cierpienia oraz trudem, z jakim boryka się rodzina umierającego człowieka. Tytułowy „Podarunek” to dar jakim Collin obdarowuje cierpiących i chorych. Ta pełna ciepła ale także smutku historia sprawia, że człowiek przypomina sobie, że w ludziach jest dobro, którego niejednokrotnie nie mogą dostrzec w sobie. Refleksyjna, nastrojowa pozycja niejednokrotnie wyciska łzy z oczu, jednak daje nadzieję i pozwala wierzyć, że w każdy z nas może uzdrawiać słowem, czynem czy pomocą.  

"Nie mów nic, kocham Cię" Mhairi McFarlane

Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 11 września 2013
Liczba stron: 464

   Na książkę trafiłam przypadkiem w księgarni. Interesujący opis na okładce „Romantyczna jak Pamiętnik Nicolasa Sparksa, Zabawna jak dziennik Bridget Jones, Urocza jak Notting Hill”.  nie pozwolił mi przejść obok niej obojętnie. Oczywiście nie zawiodłam się.


Rachel i Ben na studiach byli nierozłączni, wspólna zabawa, problemy, radości, porażki, doprowadziły do scementowania przyjaźni. Mogli zawsze na siebie liczyć, choć każde z nich było inne. Ona lojalna wobec swojego chłopaka Rhysa, On zmieniał dziewczyny, jak rękawiczki. On był jej rycerzem, Ona jego głosem rozsądku. Wszędzie razem, zawsze nierozłączni. Jednak co się stało, że tych dwoje przestało utrzymywać ze sobą kontakt? Dlaczego Ben nagle zniknął?

Po dziesięciu latach trzydziestoletnia, świeżo upieczona singielka Rachel „przypadkowo” wpada na Bena w bibliotece i od tego momentu sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Niewinne spotkanie doprowadza do wielu niecodziennych sytuacji. Z każdą następną chwilą spędzoną z Benem kobieta uświadamia sobie, że kocha swego dawnego przyjaciela. Jednak nie ma szczęścia, gdyż okazuje się, że Ben jest żonaty. Dodatkowo pojawiają się problemy w pracy. Czy Rachel będzie w stanie walczyć o miłość? A może to Rhys na nowo rozbudzi uczucia u Rachel? Jaką rolę odegra Simon współpracownik Bena? Zakończenie będzie zaskakujące, do końca nie będzie wiadomo co zrobi główna bohaterka.

W „Nie mów nic, kocham Cię” poznajemy obecne losy dwojga, ale cofamy się, także do czasów studenckich. Książka napisana prostym, ciepłym językiem, wywołuje wiele miłych emocji. Zabawna i romantyczna fabuła sprawia, że czyta się ją lekko i przyjemnie. Wszyscy wielbiciele romansów nie zawiodą się, będą mieli okazję poznać bohaterów z krwi i kości, borykających się z problemami dnia codziennego. Książka jest godna polecenia.




„Bliżej słońca” Richard Paul Evans

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 16 kwietnia 2012
„Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy.”

Książka Richarda Paula Evansa przyciąga uwagę swoją piękną i ciepłą okładką. Początkowo zastanawiałam się, czy kolejna pozycja tego autora będzie równie dobra, jak pozostałe. Oczywiście nie zawiodłam się. A o czym jest fabuła? Oto kilka słów. Christina miała wszystko szczęśliwe życie, narzeczonego i pracę. Jednak tuż przed ceremonią jej ukochany porzucił ją. Nieszczęśliwa kobieta chcąc wyleczyć się ze złamanego serca daje się namówić przyjaciółce na wyjazd. Nie jest to jednak zwykła podróż, kobiety udają się jako wolontariuszki do Peru. Tymczasem Paul to lekarz, który prowadzi sierociniec dla dzieciaków. Stworzył go własnymi siłami i uporem, dla swoich podopiecznych jest w stanie zrobić wszystko. Bohaterowie spotykają się w tym dzikim kraju, oboje doświadczeni przez życie, muszą się zmierzyć z demonami przeszłości. Jak spotkanie z mieszkańcami sierocińca wpłynie na życie Christiny? Jaką rolę odegra w jej życiu charyzmatyczny Paul? Czy dzika dżungla pozwoli im na zaleczenie ran? Wszystkie odpowiedzi na te pytania możecie znaleźć w książce po, którą warto sięgnąć.

Książki Richarda Paula Evansa są jak miód na bolące serce, po ciężkim dniu pozwalają odpocząć. Prosty i pełen dialogów język pozwala na szybkie pochłonięcie książki. Dodatkowym atutem są malownicze krajobrazy oraz połączenie wątku ze skomplikowaną tematyką misji humanitarnych i trudną sytuacją dzieci. Wszystko to sprawia, że opowiedziana historia pozwala na miłe i przyjemne spędzenie czasu. Pozycja godna polecenia wszystkim tym, którzy chcą się zrelaksować po ciężkim dniu.

Copyright © 2016 Recenzyjka , Blogger